ANTRYJ - PRZEDSIONEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY CHCĄ POZNAĆ I POLUBIĆ GÓRNY ŚLĄSK

NOWY TESTAMYNT PO ŚLONSKU

Historia śląskiego przekładu Nowego Testamentu zaczyna się w latach osiemdziesiątych XX wieku i ma swój początek w Ruchu Światło – Życie. To wtedy (i tam) dla wchodzącego właśnie w dorosłe życie Gabriela Tobora zaczęła się fascynacja Pismem Świętym. Fascynacja zrozumiała, bo nie było w historii świata księgi, która wywarłaby na ludzkość większy wpływ, która byłaby tak znana i tak poszukiwana. Nie było również dzieła bardziej inspirującego sztukę, kulturę oraz życie społeczne. Biblię wydano do tej pory w niemal pięciu miliardach egzemplarzy, przetłumaczono na tyle języków, iż 93% mieszkańców globu może poznać ją w swojej ojczystej mowie.

Na półce Tobora, który w założonym przez ojca Franciszka Blachnickiego ruchu był moderatorem, zaczęły pojawiać się kolejne egzemplarze Biblii. W ciągu następnych trzydziestu pięciu lat biblioteczka Pism Świętych rozwijała się razem ze swoim właścicielem. Został on mężem, ojcem trojga dzieci, burmistrzem swojego rodzinnego Radzionkowa, wreszcie – doktorem nauk ekonomicznych. Każdy etap życia zwiększał liczbę tomów Biblii: dziś jest ich w zbiorach Gabriela Tobora około dwustu, napisano je w 90 językach. Pytany w wywiadach o początki pomysłu na przetłumaczenie Nowego Testamentu niezmiennie odpowiada, że w biblijnej kolekcji brakowało mu wersji po śląsku. Ale prawda jest chyba nieco głębsza.
Zanim śląska Biblia ujrzała światło dzienne, dwie polskie grupy etnograficzne miały już własne opracowania. Palma pierwszeństwa należy się bez wątpienia Kaszubom: już od XVI wieku dysponowali oni fragmentami Pisma Świętego w swojej własnej mowie. W roku 2010 ukazała się prawdziwa perła: zbiorcze wydanie czterech Ewangelii autorstwa franciszkanina Ryszarda Sikory, który oparł swoje dzieło na tekście greckim. Górale także wcześniej mieli swoją Biblię. Zainspirowana stwierdzeniem Jana Pawła II, który będąc w Zakopanem stwierdził, iż Święta Księga z pewnością dobrze brzmiałaby po góralsku, miejscowa poetka - Maria Matejowa Torbiarz w 2002 roku wydała cztery Ewangelie, trzy lata później zaś - uzupełniła je o Dzieje Apostolskie, Listy i Apokalipsę. Dzieło to – używając języka lingwistów – ukazało się w gwarze górali Skalnego Podhala. Przekład Gabriela Tobora powstał na pewno z potrzeby serca, ale niewykluczone, że – mówiąc po radzionkowsku – szlachetnie „pozowiścioł” on nieco innym regionom ich własnych wydań.

Radzionków odgrywa zresztą w całej sprawie kluczową rolę, bo autor przekładu zabrał się do dzieła z iście radzionkowską precyzją: taką samą, która proboszczowi Józefowi Knosale pozwoliła w 1926 roku wydać imponujące dzieło opisujące historię miejscowości. Niewiele miast dysponuje dziś tak bogatą dokumentacją przeszłości opartą o parafialne akta; nota bene – w dziele Knosały znajdziemy informację o tym, że rodzina Toborów jest z miejscem tym związana od 600 lat. Ta sama precyzja przyświecała naczelnikowi Radzionkowa Jerzemu Ziętkowi zabierającemu się w 1929 roku do urządzania parku na Księżej Górze. Daru planowania i konsekwencji w pracy burmistrza Gabrielowi Toborowi odmówić się zresztą nie da: za jego kadencji miasto dorobiło się Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR, Ogrodu Botanicznego, rewitalizacji Księżej Góry i wielu innych inwestycji. Niewielki, bo liczący szesnaście tysięcy mieszkańców Radzionków rozwija się bardzo dobrze, zwłaszcza na tle tak zwanych miast ościennych.

Samo tłumaczenie trwało półtora roku i – jak mówi jego autor – stanowiło przyjemny odpoczynek po pracy. Przetłumaczona miała zostać tylko ulubiona Ewangelia wg św. Łukasza, ale Tobor tak się rozpędził, że czytelnik dostał do rąk wszystkie Ewangelie, Dzieje Apostolskie, Listy św. Pawła, Listy Powszechne oraz Apokalipsę św. Jana. Potem przyszedł półroczny okres planowania i działania. Rodzinne narady doprowadziły do wypracowania założeń: Biblia miała zostać wydana tak, jak na Biblię przystało – na dobrym papierze, w formie szytej, ze złotymi tłoczeniami na okładce, z zakładkami. Niewiele książek powstaje dziś w takiej formie. Okazało się, iż Nowy Testament muszą wykonywać aż trzy firmy – jedna od druku, druga od oprawy i szycia – trzecia (jedyna na południu Polski) odpowiedzialna za tłoczenie liter. Zdecydowano, iż cały proces będzie odbywał się na zasadzie self-publishingu i tutaj też planowanie przydało się bardzo. Zamówień było na tyle dużo, iż osoby we wrześniu wpłacające pieniądze za książkę odbieraną w listopadzie sfinansowały część faktur. Pierwsze oficjalnie wydawane egzemplarze Biblii trafiły do czytelników 3 listopada 2017 roku.
Przekład robi wrażenie: język nie stracił niczego ze swojego uduchowienia, nadal jest biblijny, choć dla Ślązaków – znacznie bardziej swojski. Język jest tu doskonale użytym narzędziem: bez udziwnień i zgodnie ze starą obowiązującą na Górnym Śląsku zasadą mówiącą, iż niepotrzebnie wykonana robota jest tak samo szkodliwa, jak unikanie roboty. To nie jest śląski pisany na pokaz: dla jakichś brzmieniowych fajerwerków czy śmiesznego połączenia głosek, bo Tobor – choć pełen słowotwórczego szacunku dla Pisma Świętego – w skali jeden do jednego pokazał radzionkowską odmianę gwary. Nie ma ani regionalnego pseudouniwersalizmu, ani wynalazków bez pokrycia w rzeczywistym używaniu języka. Tak po prostu mówią ludzie w Radzionkowie, części Piekar Śląskich i Bytomia – z mazurzeniem i polską składnią. Może dlatego, że to nie jest „Paweł i Gaweł” ani tuwimowska „Lokomotywa”. Księga o Bogu i od Boga musi być oparta na prawdzie – także językowej.

Dla porządku dodać należy, iż zgodnie z opinią Soboru Watykańskiego II (na co powołuje się Rada Języka Polskiego) regionalne wersje tekstów biblijnych nie są w rozumieniu zaleceń Kościoła Katolickiego przekładami. Określenie takie zarezerwowano bowiem jedynie dla opracowań opartych na tekstach oryginalnych: Stary Testament napisano w języku hebrajskim (z fragmentami po aramejsku), Nowy - po grecku w odmianie koine. Gabriel Tobor za podstawę do wersji śląskiej użył uwspółcześnionego w połowie XX wieku przekładu jezuity Jakuba Wujka. Dzieło księdza Wujka wydane w roku 1599 (dwa lata po śmierci autora) stanowiło podstawę do wydania kolejnych dwudziestu edycji polskiej Biblii modyfikowanej z biegiem wieków.

Jeśli spytamy Gabriela Tobora o prace nad Starym Testamentem odpowiada, że najlepiej byłoby, gdyby każdą księgę przetłumaczyła inna osoba – w innej odmianie śląskiego. Mogłoby przez to powstać dzieło pokazujące całe bogactwo językowe Górnego Śląska; takie w którym każdy znalazłby fragment własnej mowy. Idea to zacna, ale znając realia – można zaryzykować wizję zupełnie innego rozwoju wydarzeń. Zapewne burmistrz Radzionkowa (tak dla relaksu) przetłumaczy jedną starotestamentową księgę po czym – znowu z rozpędu – zrobi całą resztę. Bo Biblia nie tylko zachwyca i fascynuje, ale także jest potrzebna.

ANTRYJ.PL
redaktor naczelny - Zbigniew Markowski
adres redakcji: Nakło Śląskie, ul. Sienkiewicza 7