<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>wydarzenia historyczne - Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</title>
	<atom:link href="https://www.antryj.pl/tag/wydarzenia-historyczne/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.antryj.pl/tag/wydarzenia-historyczne/</link>
	<description>Język śląski, historia i kultura Górnego Śląska - po śląsku</description>
	<lastBuildDate>Wed, 17 Sep 2025 16:43:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.1</generator>

<image>
	<url>https://www.antryj.pl/wp-content/uploads/2022/11/cropped-logo-32x32.png</url>
	<title>wydarzenia historyczne - Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</title>
	<link>https://www.antryj.pl/tag/wydarzenia-historyczne/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Ślązacy w Wehrmachcie</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/slazacy-w-wehrmachcie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Dec 2024 20:36:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1027</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Ślązacy w Wehrmachcie Służba w Wehrmachcie to zjawisko dotyczące nie tylko Ślązaków. Na każdych stu żołnierzy walczących w hitlerowskich mundurach [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-w-wehrmachcie/">Ślązacy w Wehrmachcie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<p class="wp-block-paragraph">Ślązacy w Wehrmachcie</p>



<p class="wp-block-paragraph">Służba w Wehrmachcie to zjawisko dotyczące nie tylko Ślązaków. Na każdych stu żołnierzy walczących w hitlerowskich mundurach przypadało dwóch Polaków – albo polskich obywateli, którzy po wybuchu II wojny światowej znaleźli się po niemieckiej stronie granicy (czyli mieszkańców Wielkopolski, Pomorza czy Śląska), albo tych, którzy na terenie Rzeszy żyli już wcześniej. Łączną liczbę dziadków z Wehrmachtu szacuje się na 375 tysięcy.<br>Służba pod znakiem swastyki była powszechna i doskonale ilustruje ją fragment rozmowy naukowca Instytutu Pamięci Narodowej ze śląskim weteranem:</p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Czy po wojnie prześladowano pana za służbę w Wehrmachcie?</p>



<p class="wp-block-paragraph">Nie rozumiem pytania…</p>



<p class="wp-block-paragraph">Czy na przykład sztygar w pana kopalni nie robił panu trudności?</p>



<p class="wp-block-paragraph">Ale sztygar też był w Wehrmachcie…</p>



<p class="wp-block-paragraph">Czy Urząd Bezpieczeństwa przepytywał pana na temat przeszłości w niemieckim wojsku?</p>



<p class="wp-block-paragraph">Wzywali mnie często na przesłuchania i maglowali, ale pytali tylko o kolegów z polskiej armii na Zachodzie, czy piszą do mnie listy, co robią, o Wehrmacht nigdy nie pytali.</p>
</blockquote>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Do lat siedemdziesiątych (zwłaszcza w małych górnośląskich miejscowościach) funkcjonowały nieformalne kluby niemieckich weteranów: mężczyzn spotykających się przy kartach i piwie, wspominających swoje wojenne losy. W pewnym sensie naśladowali oni własnych ojców walczących w czasie poprzedniej światowej wojny i zasilających później powstańcze walki po obu stronach barykady. Głośno o sprawie jednak nie mówiono, choć powszechnie wiedziano o służbie w Wehrmachcie wielu prominentnych osób: piłkarskiego idola Gerarda Cieślika (był w Danii oraz Niemczech), popularnego literata Wilhelma Szewczyka (walczył we Francji i Związku Radzieckim), kultowego „Papy” z Opola – Karola Musioła, który przeszedł do historii jako twórca opolskich festiwali piosenki. Problem wehrmachtowskiej przeszłości, choć dyskutowany był w powojennych gremiach partyjnych bezpośrednio po II wojnie, nigdy nie przełożył się na konkretne prześladowania. Owszem – można było dostać mandat karny za rozmawianie z żoną po niemiecku, prześladowano za folkslistę, wywożono do przymusowej pracy, zamykano w obozach, jednak sam fakt służby w Wehrmachcie oficjalnie powodem do szykan nie był. Czasem żartowano nawet, że ktoś z rodziny walczył w AK, pod skrótem tym jednak rozumiano raczej Afrika Korps Erwina Rommla.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Górny Śląsk - Ślązacy w Wehrmachcie: wokół wystawy w Muzeum Śląska Opolskiego" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/Xy5EYA3vCcs?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Akcja poboru rozpoczęła się w marcu 1940 roku, gdy w Katowicach pracować zaczęło biuro Wehrbezirkskommanda wzywające do rejestracji mężczyzn urodzonych między rokiem 1894 a 1926. I w tym punkcie historii kończą się teorie pewne – cała reszta może być jedynie analizą losów jednostkowych. Do niemieckiej armii trafiano bowiem dokładnie tak, jak trafia obywatel państwa prowadzącego wojnę – na podstawie powszechnej i obowiązkowej służby. Zdarzały się jednak pojedyncze przypadki ochotniczego wstąpienia do Wehrmachtu, tak jak zdarzały się pojedyncze przypadki wcielenia „za karę” członków Związku Polaków w Niemczech czy przedstawicieli rodzin powstańczych. Od razu ujawniła się też sprzeczność interesów między zideologizowanymi władzami państwowymi, które – przynajmniej w teorii – służbę w armii traktowały jako zaszczyt dla prawdziwych Niemców, a samym Wehrmachtem – ten nigdy szczególnie wybredny nie był: po prostu potrzebował rekruta.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Sytuację próbowano uregulować wiosną 1941 roku, gdy wprowadzono przepisy określające przynależność do Deutsche Volksliste i dzielące obywateli na cztery ponumerowane kategorie. Zgodnie z prawem do służby wojskowej zobowiązani byli jedynie ci, którzy posiadali jedną z trzech pierwszych kategorii; znane są zresztą przypadki zwalniania z armii żołnierzy – Ślązaków z „czwórką”. Folkslista na Górnym Śląsku nie była jednak tym samym, co na Mazowszu czy w Małopolsce – tutaj otrzymało ją aż 90% całej ludności. Często wpis na Deutsche Volksliste był czynnością administracyjną, sam zainteresowany otrzymywał jedynie papier do podpisania. Do podpisywania niemieckiej listy narodowościowej nawoływał zresztą i Kościół, i emigracyjne władze z Londynu – brak takiej deklaracji kończył się nader często w obozie koncentracyjnym. Nie stawienie się do służby wojskowej zaś stanowiło dezercję karaną śmiercią. Wśród rekrutów do Wehrmachtu powszechny był strach o los rodziny w przypadku, gdyby odmówili służby.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Mimo to istnieją relacje o oficjalnej odmowie wstąpienia do wojska, odmowie złożenia przysięgi wojskowej (na wierność Adolfowi Hitlerowi), śpiewaniu polskich pieśni podczas marszu do transportu na front, dezercjach oraz nieufnym traktowaniu żołnierzy z podejrzanego obszaru. Rekrut z Górnego Śląska – najczęściej legitymujący się trzecią kategorią folkslisty &#8211; „drajką” &#8211; wędrował do swojej jednostki wraz z listem przewodnim informującym przełożonych, iż trzeba na niego uważać. Z reguły do jednego pododdziału wcielano tylko co najwyżej dwóch – trzech niepewnych żołnierzy. Wprowadzono zakaz awansowania – jedne źródła wspominają o niemożności uzyskania stopnia oficerskiego, inne mówią nawet o starszym szeregowym jako maksymalnej szarży dostępnej dla Ślązaka. W niektórych przypadkach żołnierzom takim nie dawano nawet do rąk broni kierując do służby przy koniach czy pilnowania jakichś mniej ważnych magazynów. W listopadzie 1942 roku wydano zarządzenie, na mocy którego wojskowi z trzecią kategorią listy narodowej za usiłowanie dezercji czy nawet łamanie dyscypliny karani byli śmiercią.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Prawdziwym szyderstwem historii stało się powojenne użycie przepisów hitlerowskiego prawa. Okupacyjne władze sowieckie i polski aparat komunistyczny wykorzystały listę narodowościową do eksterminacji górnośląskiej ludności – tyle, że w odwróconym porządku. Jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych, gdy na podstawie porozumienia Schmidt – Gierek mieszkańcy Śląska masowo wyjeżdżali do Republiki Federalnej Niemiec, dla niemieckiego sądu fakt dezercji z Wehrmachtu do wojska polskiego mógł być przyczyną odmowy prawa do pobytu w Niemczech. Po losach Ślązaków pozostały już tylko groby w całej Europie, bo co dziesiąty z wojny nie wrócił. I został żal – taki jak żal Alojzego Lysko, autora książek o górnośląskich żołnierzach Wehrmachtu, którego ojciec zginął gdzieś na polach Ukrainy rozjechany przez rosyjski czołg.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-w-wehrmachcie/">Ślązacy w Wehrmachcie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ślązacy u Andersa</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/slazacy-u-andersa/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Dec 2024 20:32:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1024</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Ślązacy u Andersa 18 maja 1989 roku o godzinie 9.45 przy wejściu do bazyliki na Monte Cassino spotkało się dwóch [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-u-andersa/">Ślązacy u Andersa</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Ślązacy u Andersa</h2>



<p class="wp-block-paragraph">18 maja 1989 roku o godzinie 9.45 przy wejściu do bazyliki na Monte Cassino spotkało się dwóch weteranów: porucznik Kazimierz Gurbiel i obergefreiter Robert Frettlohr. Były kwiaty, łzy wzruszenia i uściski &#8211; zwłaszcza, że kilka lat wcześniej Niemiec publicznie bronił honoru polskich żołnierzy niesłusznie oskarżanych w programie telewizyjnym o przestępstwa wojenne. Poprzednie spotkanie w tym samym miejscu nie było tak uroczyste: dokładnie 45 lat wcześniej pododdział Gurbiela wziął do niewoli rannego obergefreitera Frettlohra. Tak jak w czasie wojny, w 1989 roku obu starszym panom towarzyszyli koledzy: po spotkaniu kombatanci polscy udali się na wojenny cmentarz niemiecki, Niemcy złożyli kwiaty na grobach żołnierzy polskich poległych pod Monte Cassino.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Cmentarze pod Monte Cassino są oddzielne – z dość nieoczekiwanym wspólnym mianownikiem: na obu spoczywają Ślązacy. Dla nich bitwa była bratobójcza: udokumentowano wiele przypadków, gdy po dwóch stronach znaleźli się żołnierze z tej samej miejscowości. Bracia Alojzy i Stanisław Wijowie spod Wodzisławia odnaleźli się tam w mundurach dwóch walczących stron. Melchior Wańkowicz, który epicką bitwę ujął w literackiej formule wspomina Jana Gazura ze Śląska Cieszyńskiego – niemieckiego żołnierza pod ogniem karabinów przechodzącego na polską stronę. Gazur jeszcze w hitlerowskim mundurze chwycił za nosze, by nieść pomoc rannym Polakom. Przejście do alianckiej armii nie było sprawą prostą: żołnierz – jako dezerter – nie był w razie schwytania chroniony przez międzynarodowe konwencje i groziło mu natychmiastowe rozstrzelanie. Ślązacy podczas wstępowania do armii Andersa byli o tym informowani przy pomocy specjalnego druku; w razie potrzeby otrzymywali fałszywe nazwisko, czasem posługiwali się pseudonimami – także po to, by chronić pozostające pod okupacją niemiecką rodziny.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Górny Śląsk - Monte Cassino; wystawa w zabrzańskim Muzeum Miejskim" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/DlVtbZVNWX4?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Mimo iż przypadki dezercji Ślązaków z Wehrmachtu incydentalnie zdarzały się już we wrześniu 1939 roku czy podczas kampanii francuskiej 1940, zorganizowane formy przechodzenia żołnierzy na aliancką stronę rozpoczęły się na przełomie 1940 i 1941 roku w Afryce – z Afrika Korps. Historycy szacują, iż do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie trafiło łącznie niemal 90 tysięcy byłych żołnierzy Wehrmachtu (w tym także Pomorzan czy Wielkopolan), 40 tysięcy z nich pochodziło z Górnego Śląska. Na froncie wschodnim było inaczej: przypadków przechodzenia do przeciwnika odnotowano niewiele, bo Armia Czerwona nie miała zwyczaju długiego zastanawiania się nad losem takiej osoby. Jedynie trzy tysiące dezerterów i jeńców z Wehrmachtu skierowano do 3. Pomorskiej Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta. Ślązak w czasie II wojny światowej mógł znaleźć się praktycznie w każdym zakątku świata: wędrować z armią Andersa przez Palestynę, służyć pod Rommlem w okolicach El Alamein, prowadzić czołg Dywizji Pancernej Stanisława Maczka. Były i przypadki graniczące z absurdem – jak losy wcielonego do Wehrmachtu Aleksandra Bochonia z Rudy, który odmówił złożenia wojskowej przysięgi. Sąd polowy skazał go za to na karę śmierci, kiedy jednak okazało się, że Bochoń nigdy nie podpisał niemieckiej listy narodowościowej, karę złagodzono (!) do trzech lat więzienia. Później jednak wysłany został &#8211; znów jako niemiecki żołnierz &#8211; na front bałkański, gdzie niemal natychmiast ze swojej karnej kompanii zdezerterował do partyzanckiego oddziału. Walczył później w szeregach 5. Brygady Czarnogórskiej.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Jednoznacznego obrazu Ślązaka u Andersa czy Maczka wypracować nie można: byli tacy, którzy drogę od wrześniowej klęski aż po zdobycie Bolonii przeszli w polskim mundurze, byli tacy, którzy mundur niemiecki z przekonania porzucili. Bez wątpienia byli również tacy, którzy woleli służbę wojskową od pobytu w obozie jenieckim – choćby ze względu na dużo lepsze racje żywnościowe i ci, którzy postanowili zmienić stronę frontu na zwycięską. Tylko oni sami wiedzieli wszystko o swoich motywach, decyzjach i losach, choć niewielu z nich chciało o tych sprawach otwarcie i publicznie mówić. Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie pochodzący ze Śląska znacznie częściej niż ich koledzy z innych stron kraju deklarowali po wojnie chęć powrotu do Polski: wprost w kolejny huragan historii zwany stalinizmem. Dowódca dużej części z nich – generał Anders &#8211; już w 1946 roku został pozbawiony polskiego obywatelstwa, zaś służba na Zachodzie niekoniecznie musiała kojarzyć się władzom z czymś pozytywnym. W żołnierzach spod Monte Cassino widziano raczej dywersantów, niż bohaterów. Dziadka od Andersa nie postrzegano lepiej niż dziadka z Wehrmachtu, choć często była to jedna i ta sama osoba.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-u-andersa/">Ślązacy u Andersa</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Śląska flaga</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/slaska-flaga/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Dec 2024 13:31:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=808</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Genezy górnośląskiej flagi szukać należy w czasach, kiedy Górnego Śląska jeszcze nie było – na początku XIII wieku. To, co [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slaska-flaga/">Śląska flaga</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<p class="wp-block-paragraph">Genezy górnośląskiej flagi szukać należy w czasach, kiedy Górnego Śląska jeszcze nie było – na początku XIII wieku. To, co stało się w roku 1202 historycy nazywają pierwszym podziałem Śląska i trudno z trafnością nazwy tej się nie zgodzić: najstarszy syn Bolesława Krzywoustego &#8211; Władysław II Wygnaniec (1105 -1159) odziedziczył bowiem jeszcze cały, jeden jedyny Śląsk. Dzielnica ta – zgodnie z wolą Krzywoustego – miała w przyszłości być dziedziczona przez potomków Władysława, w odróżnieniu od pozostałych ziem zapisanych mu w testamencie: Małopolski (dzielnicy senioralnej), Kujaw i wschodniej część Wielkopolski. Młodsze rodzeństwo otrzymało Mazowsze i zachodni obszar Wielkopolski.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Władysław miał ponoć w planach zjednoczenie wszystkich tych ziem (razem z Pomorzem, nad którym otrzymał zwierzchnictwo), jednak życie potoczyło się zupełnie innym torem. Po zbrojnych konfliktach z braćmi Władysław II został Wygnańcem i na wygnaniu w Turyngii dokonał żywota. Cztery lata po jego śmierci synowie Władysława &#8211; Mieszko Plątonogi oraz Bolesław Wysoki powrócili na Śląsk i wówczas – w drodze ostrego, zbrojnego konfliktu &#8211; podzielili go między siebie. Choć cały proces trwał kilkadziesiąt lat, dziś możemy (z pewnym uproszczeniem) stwierdzić, iż potomkowie Bolesława Wysokiego otrzymali część północno – zachodnią ze stolicą we Wrocławiu, spadkobiercy Mieszka rezydowali zaś w Opolu zawiadując częścią południowo – wschodnią. Skąd więc data 1202? Otóż właśnie wtedy zamieniono jednolite prawo dziedziczenia w jednej linii piastowskiej na oddzielne dziedziczenie w obu dzielnicach. Sprawa podziału załatwiona została więc definitywnie i jako krainy historyczne obie ziemie funkcjonować zaczęły odrębnie. Po kolejnych stuleciach schedę Bolesława nazwano Śląskiem Dolnym, Mieszka – Górnym.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Górny Śląsk - Dzień Śląskiej Flagi - 15 lipca" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/t84HUjuAesw?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Nowe księstwa potrzebowały swoich herbów &#8211; we Wrocławiu, wzorem księstw niemieckich, wybrano czarnego orła ze srebrną przepaską umieszczonego na złotym tle. Opole odwołało się do wzorów włoskich oraz francuskich decydując się na złotego orła umieszczonego na polu niebieskim. Taki właśnie orzeł znalazł się w godle książęcym Kazimierza Opolskiego (syna Mieszka Plątonogiego) – symbol ten widzimy na zachowanym do dziś dokumencie z 1222 roku. Złotym orłem posługiwały się później księstwa: opolskie, raciborskie, cieszyńskie, strzeleckie i bytomskie. Ponieważ barwy flag wywodzono najczęściej z kolorystyki herbów, na ziemiach tworzących dzisiejszy Górny Śląsk zaczęto używać koloru żółtego (od orła) oraz niebieskiego (od pola herbu).</p>



<p class="wp-block-paragraph">Zastanowienie budzi często zbieżność kolorystyczna śląskiej flagi z barwami narodowymi Ukrainy. Historycy przypuszczają, że podobieństwo nie jest przypadkowe. Książę Władysław Opolczyk (urodzony między 1326 a 1332 rokiem, zmarły w roku 1401) był bowiem jako palatyn węgierski namiestnikiem Rusi Halickiej i wykonując tę funkcję prawdopodobnie nadał herb Księstwu Halicko – Wołyńskiemu. W herbie tym widzimy co prawda nie orła, lecz lwa, ale cała reszta jest żywcem wzięta z Opola: zwierzę ma kolor złoty, tło zaś posiada barwę błękitną. Na tej podstawie stworzono później oficjalną, narodową ukraińską flagę.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Choć złoto i błękit mocno zakorzeniły się na śląskiej ziemi, nie zawsze odwoływano się do ich symboliki. Kiedy separatyści z działającego w latach 1919 – 1924 Związku Górnoślązaków planowali powołanie Wolnego Państwa Górnośląskiego, przewidzieli dla nowego tworu zupełnie inną flagę: w barwie czarnej, białej oraz żółtej. W okresie międzywojennym województwo śląskie nieoficjalnie używało jednak herbu tradycyjnego (żółto – niebieskiego) z orłem &#8211; wojewoda złożył nawet w Warszawie stosowny wniosek, ale ponieważ planowano jednym aktem nadać herby wszystkim województwom, z pracami przed wybuchem II wojny światowej po prostu nie zdążono. Wniosek Michała Grażyńskiego mówi o „kobaltowym” kolorze herbowego tła. Do herbu województwo – jeszcze jako katowickie – wróciło w roku 1997, by województwo śląskie mogło go odziedziczyć po swoim powstaniu. Oficjalna flaga województwa śląskiego ma dziś i błękit, i złoto, choć podzielona jest na trzy części. Zgodnie z oficjalnym dokumentem zawiera„pas błękitny stanowiący 2/5 szerokości, w środku pas żółty 1/5 szerokości i od dołu pas błękitny o szerokości 2/5 szerokości bławatu. Inaczej sprawę rozwiązano w województwie opolskim: tam kolory są dwa, a złota jest dużo więcej &#8211; pas żółty w stosunku do pasa niebieskiego ma się tak jak 5 do 2.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Symbol, który dziś najczęściej spotykamy jako wizerunek śląskiej flagi na ulicznych manifestacjach czy w sklepach internetowych stanowi nawiązanie do flagi Prowincji Górnośląskiej (Provinz Oberschlesien) z okresu międzywojennego – jest po prostu dwudzielną flagą o barwach żółtej i niebieskiej. Różnica polega na uzupełnieniu owych barw o herb Śląska. Święto Śląskiej Flagi zawdzięczamy niezmordowanemu posłowi (później europosłowi) Markowi Plurze, który (odwołując się do rocznicy uchwalenia przez Sejm ustawy konstytucyjnej w 1920 roku zawierającej Statut Organiczny Województwa Śląskiego) ustalił datę obchodów na 15 lipca. Pierwszy, dość skromny Dziyń Ślonski Fany obchodzono w 2011 roku, pięć lat później z tej okazji święta pod katowickim Spodkiem rozpostarto flagę długą na 100 metrów. Do akcji włączają się redakcje śląskich gazet, samorządy, działacze społeczni &#8211; w oknach mieszkań czy witrynach sklepów wielu miast w połowie lipca pojawiają się więc liczne złoto – błękitne flagi.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slaska-flaga/">Śląska flaga</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Deportacje 1945</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/deportacje-1945/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Dec 2024 13:24:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=802</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Wywózki Górnoślązaków do przymusowej pracy w ZSRR to tylko jedno z wielu zjawisk składających się na pojęcie Tragedii Górnośląskiej. Prócz [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/deportacje-1945/">Deportacje 1945</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<p class="wp-block-paragraph">Wywózki Górnoślązaków do przymusowej pracy w ZSRR to tylko jedno z wielu zjawisk składających się na pojęcie Tragedii Górnośląskiej. Prócz deportacji były obozy, prześladowania ludności cywilnej, walka z tak zwanym elementem niepewnym, powszechne rabunki i niszczenie mienia. Po wkroczeniu Armii Czerwonej Górny Śląsk znalazł się w dramatycznym położeniu: nowy okupant nie zawsze zdawał sobie sprawę z subtelności przebiegu przedwojennej granicy między Polską a Niemcami. W położonych po polskiej stronie Przyszowicach radzieccy żołnierze rozstrzelali kilkadziesiąt przypadkowych osób cywilnych (także kilku więźniów oświęcimskiego obozu koncentracyjnego, którzy przeżyli marsz śmierci) w akcie zemsty za ciężkie straty w walce z Wehrmachtem. Miasta ze strony niemieckiej ucierpiały jeszcze bardziej: w Miechowicach, gdzie nastoletni fanatyk z Hitlerjugend zastrzelił sowieckiego majora w odwecie zabito 380 cywilów. Na cenzurowanym znalazły się Gliwice – jedyne miasto na Górnym Śląsku, o które toczono zażarte boje.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Przygotowania do deportacji władze radzieckie rozpoczęły na dzień przed zakończeniem konferencji w Jałcie. To właśnie tam, w miejscu gdzie kształtowano strefy wpływów w powojennej Europie, Józef Stalin długo upierał się, by specyficzną formą odszkodowania wojennego stała się przymusowa praca niemieckich obywateli – po wywiezieniu ich do ZSRR. Zgodę taką faktycznie uzyskał, choć akcję prowadzono bez szczególnego oglądania się na narodowość, po obu stronach przedwojennej granicy. Po stronie polskiej jako podstawę zatrzymania podawano jednak czasem rozkaz o oczyszczaniu tyłów z elementu niepewnego. Jałtańskie obrady zakończyły się 11 lutego, już następnego dnia na słupach ogłoszeniowych górnośląskich miast i wsi pojawiły się czerwone plakaty zadrukowane czarną czcionką. W językach: niemieckim oraz rosyjskim wzywały one obywateli niemieckich – mężczyzn w przedziale wiekowym 18 – 50 lat do zgłaszania się w celu prowadzenia prac porządkowych po przejściu frontu.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Radzionków: Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/PaxR5fBPh2A?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Przeważająca część osób, których wezwanie dotyczyło nie obawiała się niczego strasznego, wiedzieli, że są potrzebni w swoich zakładach pracy – udało im się uniknąć służby w wojsku właśnie z tego powodu. Wśród podlegających obowiązkowi zgłoszenia etnicznych Niemców nie było wielu, oni opuścili Śląsk przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że hitlerowska administracja wpisała na listę narodowościową 90% przedwojennych obywateli polskich – jasne staje się, że tak naprawdę akcja dotknęła przede wszystkim właśnie ich. Metod zatrzymywania było jednak wiele: niektórzy zostali zabrani wprost z domów, bez żadnego wyjaśnienia. W dwóch kopalniach: chorzowskim „Prezydencie” i bytomskim „Bobrku” górników zabrano wprost z pracy, zaraz po wyjściu z podziemi: ci nie mieli nawet szansy na zawiadomienie rodziny. Wyrzucane przez nich z pociągów kartki dla rodzin znajdowano w Szopienicach i Mysłowicach. Wśród deportowanych znalazły się również kobiety – ich liczbę szacuje się na 5%.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Danych liczbowych można się jedynie domyślać: większość historyków uważa, iż do 17 kwietnia, gdy zatrzymania ustały, aresztowano około 50 tysięcy osób. Pierwsze ofiary zmarły już w drodze do Związku Radzieckiego, warunki podróży w bydlęcych wagonach były straszne: według relacji Stefana Koczary 1800 osób załadowano do 50 wagonów dając im po dwa wiadra wody na wagon i pół litra zupy co 24 godziny. Podróż taka trwała kilka tygodni. Jeszcze gorzej było po przyjeździe – przeważającą większość skierowano do pracy w kopalniach Donbasu, które po dwukrotnym przejściu frontu (za każdym razem niszczono infrastrukturę przemysłową) przestawiały obraz nędzy i rozpaczy. Górnicy pracowali w podziemnych chodnikach o wysokości kilkudziesięciu centymetrów, bez zabezpieczeń, odpowiedniego wyżywienia, ponad ludzką wytrzymałość. W tych warunkach dziesiątkowały ich choroby: zwłaszcza tyfus i wszawica. Nawet ci, którym udało się powrócić zapłacili wysoką cenę – zdarzały się przypadki śmierci w wyniku zbyt gwałtownej zmiany diety już w domu, wyczerpany organizm źle reagował na zbyt bogate posiłki. Jeden z deportowanych wspominał, iż uratowała go teściowa, która wiedząc czym grozi przekarmienie po okresie głodu oraz wyczerpującej pracy, zastosowała odpowiednią kurację. Bywało i tak, że wracającego, podobnego raczej do szkieletu niż do żywego człowieka ojca nie poznawały własne dzieci, zwłaszcza że powroty takie trwały do końca lat pięćdziesiątych.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Pozostałe 20% ofiar skierowano do pracy na Białorusi, w Gruzji, Turkmenii, Czeczenii i na Syberii: wydobywali torf, budowali zaporę wodną, pracowali w fabrykach i kołchozach. Czasem zdarzało im się pracować na tych samych maszynach, co przed wyjazdem ze Śląska – narzędzia pracy również wywożono na wschód. Dramat śląskich deportacji na podwójnie tragiczny i nieludzki wymiar: po pierwsze dlatego, iż nie miał żadnego sensu. Wkrótce okazało się, że nawet przy wykorzystaniu niewolniczej pracy, proceder taki jest całkowicie nieopłacalny. Komendanci sowieckich obozów – mimo głodowych racji żywnościowych i dramatycznego wręcz zakwaterowania – nie byli w stanie zapewnić zakładom pracy żadnego zysku. Po drugie – ofiary deportacji całymi latami nie mogły doczekać się choć zwykłych przeprosin; o całej sprawie nie wolno było mówić i stanowiła ona tajemnicę nawet dla członków rodziny. Dopiero po zmianach w 1989 zaczęto wspominać o górnośląskiej tragedii, pierwsze konferencje naukowe datują się na rok 2003. Bilans wciąż jeszcze trwa, prowadzi go nie tylko katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej, ale i powołane z inicjatywy władz Radzionkowa Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR. Właśnie tam powinna udać się każda osoba zainteresowana tematem. Na dawnym dworcu kolejowym (z którego również wysyłano transporty na wschód) czynna jest ekspozycja pamiątek, prowadzi się tam dokumentację historyczną. I wciąż pracuje się nad stworzeniem kompletnej listy tysięcy ofiar deportacji, z których co trzecia zmarła na nieludzkiej ziemi.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/deportacje-1945/">Deportacje 1945</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wojny husyckie</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/wojny-husyckie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 21:02:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1051</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Wojny husyckie Choć plaga wojen husyckich dotknęła Śląsk w pierwszej połowie XV wieku, pamiętano o nich bardzo długo. Nawet w [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/wojny-husyckie/">Wojny husyckie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Wojny husyckie</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Choć plaga wojen husyckich dotknęła Śląsk w pierwszej połowie XV wieku, pamiętano o nich bardzo długo. Nawet w drugiej połowie XX wieku niegrzeczne i nieposłuszne dziecko mogło zostać przez swoją babcie nazwane Husem. W swojej czeskiej ojczyźnie Jan Hus zapamiętany został jednak dobrze. Po pierwsze – miał swój wkład w kształtowanie tożsamości narodowej Czechów zagrożonej masowym napływem kolonistów niemieckich; niemało zrobił też dla skodyfikowania literackiego języka czeskiego. Po drugie &#8211; wielu zauważa szlachetny wymiar buntu Husa przeciwko etycznym wypaczeniom głównego nurtu chrześcijaństwa rzymskokatolickiego.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Zanim 6 lipca 1415 roku skazany za herezję Hus spłonął na stosie w Konstancji, sprzeciwiał się tym samym zjawiskom, co żyjący sto lat później Marcin Luter. Krytykował pełen zbytku styl życia wyższego duchowieństwa, piętnował handel odpustami czy relikwiami, dowodził prymatu Biblii nad władzą papieży. Wygłaszane w Pradze kazania, później zaś – działalność jako wędrownego kaznodziei, odbijały się szerokim echem. Pamiętać należy, iż działalność Husa przypadła na lata tak zwanej wielkiej schizmy zachodniej: kryzysu w Kościele, który przejawiał się równoległymi rządami wpierw dwóch, później trzech papieży. Swoistym dziejowym paradoksem jest fakt, iż sobór w Konstancji, który miał schizmę zakończyć, skazał na śmierć popularnego profesora z Pragi.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Rekonstrukcja walk z husytami pod murami Bytomia w 1430 roku" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/-Xva6IiuvUs?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Ostateczne uciszenie Jana Husa obarczone było (stosując dzisiejszą terminologię) licznymi błędami wizerunkowymi. Ofiarę zwabiono gwarantując jej bezpieczeństwo na soborze. Król Zygmunt Luksemburski wydał co prawda list żelazny, ale zaskoczonemu duchownemu w czasie aresztowania wytłumaczono, iż słowo dane heretykowi nie jest ważne. Czechów wzburzyło również demonstracyjne i okrutne zadanie śmierci ich rodakowi, przez wiele lat Hus był przecież szanowanym wykładowcą uniwersyteckim. Jeszcze cztery lata czeska społeczność tłumiła w sobie gniew, szalę goryczy przelała się jednak, gdy następcą czeskiego tronu (po śmierci Wacława IV w sierpniu 1419 roku) został znienawidzony Zygmunt Luksemburczyk. Czesi nie chcieli dopuścić do koronacji, drogę do Pragi monarsze torować musiały wojska niemieckie oraz węgierskie. Zwolennicy Husa jednak byli już dobrze zorganizowani: koronowanego już króla zaatakowali i tak zaczęła się wyniszczająca wojna.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Wodzem w walce z herezją został oczywiście Zygmunt Luksemburski, który – za sprawą bulli papieskiej nadającej konfliktowi status krucjaty – liczyć mógł na stały dopływ rycerstwa. Kolejne ataki przeprowadzono w latach 1420, 1421, 1422, 1427 i 1431, Czesi jednak zdołali się obronić. W 1429 roku autor bulli – papież Marcin V zwrócił się z żądaniem udziału w krucjacie także do Władysława Jagiełły (co odnotował Jan Długosz). Polski król zignorował jednak polecenie ewidentnie sprzeczne z jego interesami. Być może wiedział nawet o tajnym planie Luksemburczyka, który chciał doprowadzić do rozbioru Polski. Już dziewięć lat wcześniej czeską koroną kusili Jagiełłę husyci, ale im także odmówił. Już pod koniec lat dwudziestych XV wieku siły husyckie wzmocniły się na tyle, że mogły podjąć wyprawy przeciwko wojskom Zygmunta: na ziemiach niemieckich, słowackich oraz (latach 1424 – 1434) na Śląsku. Wyprawy na Śląsk w opracowaniach historycznych nazywa się czasem rajzami: miały bowiem charakter gwałtownych, szybkich rajdów i stanowiły metaforę stosowanej przez husytów taktyki wojennej.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Historycy wojskowości właśnie husytom przypisują pierwsze w dziejach wykorzystanie piechoty przede wszystkim jako siły posługującej się bronią palną. Nowością była także niezwykła mobilność ich oddziałów. Nader często artylerię (w postaci małych armat) montowano na zaprzężonych w konie wozach, co pozwalało na błyskawiczne przejście od obrony do ataku. Husyci wypracowali taktykę wozów taborowych (czeskia vozová hradba i niemiecki wagenburg) polegającą na formowaniu szyku z połączonych mocnymi łańcuchami wozów. Taki prowizoryczny szaniec mógł zostać wzmocniony wykopanymi naprędce okopami i stanowić bardzo skuteczną linię obrony. Gdy szeregi atakującego nieprzyjaciela wykrwawiły się, przechodzono do błyskawicznego ataku z wykorzystaniem broni palnej i artylerii. Taki sposób prowadzenia wojny został później z powodzeniem zastosowany w zupełnie innych epokach i odległych geograficznie miejscach. Stosując pewne uproszczenie stwierdzić można, iż duża część śląskiego chłopstwa (zwłaszcza we wschodniej części) sympatyzowała z husytami, śląscy książęta zaś – zdecydowanie popierali Zygmunta Luksemburczyka. Pierwszą z grup pociągał wspólny antagonizm wobec niemieckiego osadnictwa, drudzy – zobowiązani byli do utrzymywania się w głównym politycznym nurcie Zachodu.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Zjazd Rycerstwa Chrześcijańskiego w Górnośląskim Parku Etnograficznym" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/jt5CsqzYh0A?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Wyprawami na Śląsk dowodził husycki duchowny, człowiek który choć dowodził armią, sam chodził bez broni i – jak twierdził – nigdy osobiście nikogo nie zabił: Prokop Wielki. Jego wojska skoncentrowały się na zajmowaniu klasztorów oraz zdobywaniu siedzib posiadaczy ziemskich. W 1428 roku husyci wkroczyli do Gliwic, jednak walki nie były konieczne. Miasto otworzył dla nich przebywający tam właśnie książę Bolko V (nazwany później Husytą), na co dzień rezydujący w Głogówku. Książę (który z naukami Jana Husa zapoznał się podczas studiów w Pradze) nie tylko przyjął innowierstwo, ale wzmocnił także siły czeskie swoimi oddziałami. Niejako przy okazji sam nieźle zarobił przejmując majątki kościelne. Wojsko Bolka operowało później aż po Namysłów potęgując wojenne zamieszanie. Gliwice przechodziły z rąk do rąk, badacze dziejów do dziś nie ustalili precyzyjnego kalendarium wydarzeń, co nie zmienia faktu, iż miasto uchodziło wówczas za stolicę husytyzmu na Śląsku. Wiemy, że Gliwice w kwietniu 1431 roku zdobył Konrad VII Biały wykorzystując nieobecność husyckich dowódców, którzy udali się na rokowania do Krakowa. Zwycięzcy nie tylko zabili znaczną część mieszkańców miasta, ale zburzyli także gliwicki zamek. Dwa lata później do Gliwic znów wkroczyli husyci. Dla mieszkańców śląskich miasteczek i wsi (niezależnie od sympatii religijnych lub narodowościowych) ciągłe przemarsze wojsk, bitwy czy potyczki stanowiły źródło nieustających problemów; szczególnie gdy rozluźniająca się wśród oddziałów dyscyplina prowadziła do grabieży i napadów. Z tego właśnie powodu husyckie wojny zapamiętano jako dopust Boży. Okrucieństwo było udziałem obu stron. Świadectwa mówią o „napełnianiu studni heretykami” po wygranej wojsk krucjaty, zdarzało się, że husyci obcinali głowy duchownym przeciwnej strony. Wojna zahamowała rozwój gospodarczy, wyludniły się wsie, niepewnym jutra mieszkańcom Śląska długo przyszło czekać na powrót do normalności. Ożywienie w produkcji i handlu nastąpiło dopiero z nadejściem XVI wieku.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Husyci w końcu pokonali sami siebie. W bitwie pod Lipanami (na wschód od Pragi) w maju 1434 roku stanęły przeciwko sobie oddziały różnych stronnictw husyckich: w jednym prym wodzili taboryci, w drugim &#8211; utrakwiści. Starcie zakończyło się klęską taborytów, śmierć poniósł ich przywódca &#8211; Prokop Wielki. Zaraz potem utrakwiści podpisali porozumienie pokojowe z Zygmuntem Luksemburczykiem potwierdzone później na soborze w Bazylei. Kościół czeski otrzymał autonomię, Zygmunt – koronę czeską.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/wojny-husyckie/">Wojny husyckie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Styczeń 1945</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/styczen-1945/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 20:29:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1021</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Styczeń 1945 na Górnym Śląsku Istotę roli Górnego Śląska w ostatnim roku II wojny światowej najlepiej ilustrują dwa dokumenty. 30 [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/styczen-1945/">Styczeń 1945</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Styczeń 1945 na Górnym Śląsku</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Istotę roli Górnego Śląska w ostatnim roku II wojny światowej najlepiej ilustrują dwa dokumenty. 30 stycznia 1945 na biurko Adolfa Hitlera trafił raport autorstwa ministra odpowiedzialnego za zbrojeniowe programy III Rzeszy &#8211; Alberta Speera. Speer nie owijał w bawełnę: &#8222;Z chwilą utraty Górnego Śląska niemiecki przemysł zbrojeniowy nie będzie w stanie zaspokoić nawet najbardziej niezbędnych potrzeb frontu w zakresie amunicji, broni i czołgów&#8221;. Dla hitlerowskiego ministra utrata regionu oznaczała koniec wojny, jego zdaniem &#8211; i to chciał zasugerować fuhrerowi &#8211; trzeba było natychmiast przerwać działania bojowe. Drugi dokument stworzono dzień później w gabinecie Józefa Stalina. Dyktator wydał rozkaz, by sporządzono ewidencję wszystkich instalacji przemysłowych Śląska. Później miano zadecydować o tym, co można wywieźć do Kraju Rad. Ważniejsze od tego, co mogli zabrać Rosjanie było to, co stracili Niemcy. Stracili ostatni ośrodek przemysłowy.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Być może punktem, w którym rozstrzygnęły się losy II wojny światowej były przedmieścia Stalingradu, może pola pod Kurskiem, a może plaże Normandii. Ostatnia odsłona militarnego dramatu stała się jednak udziałem Górnego Śląska, bo – jak słusznie zauważył Speer – później nie dało się już niczego zmienić. Od 1943 roku to Śląsk był jedynym industrialnym zapleczem Niemiec nie narażonym na ciągłe bombardowania. Sporadycznie zdarzały się tu alianckie naloty (najczęściej na instalacje paliwowe w dzisiejszych Czechowicach i Kędzierzynie), zbudowano wiele schronów, ale z punktu widzenia amerykańskich i brytyjskich lotników, ataki te nie miały większego sensu. Zagłębie Ruhry było znacznie bliżej, podczas nalotu na Gliwice czy Bytom używano tylko jednej czwartej ilości bomb, które mogły spaść na fabryki Westfalii. Rosjanie byli znacznie bliżej, ale oni nie dysponowali lotnictwem zdolnym do strategicznych nalotów.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Walki o Miechowice 1945: widowisko historyczne - historia Śląska" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/nxp0lGHJBgE?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Choć Śląsk przygotowywano do obrony już od pół roku stawiając zapory przeciwczołgowe i przygotowując punkty oporu, niewielu wierzyło w możliwość zatrzymania sowieckiej potęgi. Z militarnego punktu widzenia operację zajęcia Górnego Śląska przeprowadzono w sposób prosty i skuteczny: pozostawiając niemieckim oddziałom drogę wyjścia w kierunku południowym – na Ostrawę. Proste są także liczby: 12 stycznia siłami ponad dwóch milionów żołnierzy Armia Czerwona rozpoczęła gwałtowną ofensywę: po ponad trzech tygodniach linia frontu przebiegała już 500 kilometrów dalej. W rejonie Górnego Śląska Rosjanie dysponowali miażdżącą, dziesięciokrotną przewagą w ludziach oraz niesamowitym zagęszczeniem sprzętu: na kilometr frontu przypadało około stu wozów bojowych oraz 250 dział artyleryjskich. Ilu dokładnie było Niemców – trudno powiedzieć. Nie tylko dlatego, że 17. Armia Polowa gen. Friedricha Schultz&#8217;a wciąż uzupełniana była ściągniętymi naprędce jednostkami; oprócz Wehrmachtu i SS Śląska broniły również oddziały stworzonego pół roku wcześniej Volkssturmu. „Ludowy Szturm” składał się (jak zadeklarował Hitler) ze wszystkich obywateli niemieckich zdolnych do noszenia broni. Oznaczało to, że obronę terytorialną tworzono z nastolatków i starców wyposażonych często w egzotyczne norweskie karabiny. Górnośląski Volkssturm na bieżąco uzupełniano uchodźcami z zajętych już miast: policjantami, urzędnikami, nauczycielami. Walczyć miał każdy i każdy – z punktu widzenia Rosjan – był wrogiem. Dwa totalitaryzmy prowadziły ze sobą totalną wojnę, w której nie oglądano się na międzynarodowe konwencje, zaś propaganda obu stron a to straszyła zbrodniami przeciwnika, a to nakręcała spiralę zemsty.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Mural poświęcony ofiarom gwałtów wojennych - Radzionków" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/btOuuPH8cXs?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Bezpośrednio przed styczniową ofensywą do radzieckich żołnierzy zwrócił się z odezwą ulubiony pisarz Stalina &#8211; Ilja Grigorjewicz Erenburg: „Złamcie za pomocą gwałtu zarozumiałość rasową germańskich kobiet. Potraktujcie to jako należną wam zdobycz. Zabijajcie, dzielni czerwonoarmiści”. Zemstę na Niemcach zaplanowano i trzymano się jej z żelazną konsekwencją. Nagle i niespodziewanie ofiarami ataków już po ustaniu walk frontowych stali się na Śląsku liczni inwalidzi, którzy stracili zdrowie podczas pracy w kopalniach oraz hutach. Sowieci uważali ich bowiem za weteranów walk w Rosji, gdzie Niemcy bezlitośnie pacyfikowali całe miasta i wsie. Zgodnie z zapowiedzią Erenburga straszliwą cenę zapłaciły kobiety. Tam, gdzie dochodziło do walk, dramat gonił dramat. Na wieży w Rybniku rosyjscy snajperzy, by zapewnić sobie bezpieczeństwo wzięli cywilnych zakładników. Obsługa niemieckiego działa otworzyła ogień zabijając wszystkich. Co jakiś czas, często na zdobytych już przez Armię Czerwoną terenach odzywał się strzał oddany przez fanatycznego nastolatka z Hitlerjugend czy Volkssturmu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Niosący odwet sowieccy żołnierze przekroczyli właśnie ważną psychologiczną granicę: znaleźli się w Niemczech, na terenie wroga. O ile jednak proste mogą być zestawienia ilości czołgów i armat, o tyle przedwojenna polsko – niemiecka granica z pewnością prosta nie była. Dochodziło więc do absurdalnych paradoksów. Kiedy w Katowicach odbywał się plebiscyt 1921 roku aż 85% miejskiej części jednostki terytorialnej głosowała za przyłączeniem do Niemiec: po prostu mieszkali tam Niemcy. Później było powstanie, linię podziału trzeba było jakoś wytyczyć i miasto znalazło się w obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Armia Czerwona przedwojenna granicę potraktowała tutaj poważnie i uznała, że jest na terytorium Polski, Katowice ucierpiały więc w niewielkim stopniu mimo że niemieccy obrońcy prowadzili ostrzał i udało im się zniszczyć czołg. Miasto co prawda splądrowano (szczególnie sklepy delikatesowe), nie było jednak zorganizowanych aktów przemocy. Zupełnie odmienny los spotkał Miechowice – plebiscyt zakończył się tam zdecydowanym (ponad 60%) zwycięstwem opcji polskiej, ale miejscowość znalazła się po niemieckiej stronie granicy. W ciągu trzech dni (między 25 a 27 stycznia 1945 roku), gdy Miechowice przechodziły z rąk do rąk, doszło tam do masowych zbrodni wojennych objętych dziesięciolecia później śledztwem Instytutu Pamięci Narodowej.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Historycy ustalili, że ofiarą masakry nazwanej później tragedią miechowicką padło co najmniej 240 osób cywilnych. Chowających się w piwnicach ludzi żołnierze wywlekali i rozstrzeliwali, masowo gwałcono kobiety. Po okrutnych torturach zabito księdza Jana (Johannesa) Frenzla zdążającego do ciężko rannego z ostatnim namaszczeniem. Męczeństwo śląskich kapłanów to zresztą osobny rozdział tego dramatu. Pod Gliwicami zginął nie tylko ksiądz, ale i mieszkający na plebanii gość, polski duchowny, który ukrył się tam przed Niemcami zagrożony wywózką do obozu koncentracyjnego. Gdy w krapkowickiej parafii (położonej jeszcze dalej na zachód) sołdaci zażądali od księdza alkoholu, a on miał tylko wino, zastrzelili go, bo ich zdaniem powinien poczęstować ich spirytusem.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-03 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1833161776"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">W Miechowicach umierali nie tylko Niemcy i Ślązacy polskiej orientacji, ale i przymusowi robotnicy narodowości polskiej. Wspomniane śledztwo przyniosło plon w postaci zeznań z iście dantejską poświatą. Zdarzały się przypadki, że radziecki oficer uchronił przed zabiciem Niemkę. Jako przyczynę największego nasilenia egzekucji raport podaje fakt zastrzelenia przez nieznanego sprawcę sowieckiego majora. To wydarzenie przez całe dziesięciolecia komentowane było w Miechowicach na różne sposoby: ponoć zabójcą miał być kilkunastoletni hitlerowski fanatyk, ponoć major miał frontową żonę (Stalin pozwalał oficerom na posiadanie oficjalnych kochanek rekrutowanych z żołnierek), ponoć kobieta ta była w ciąży, ponoć sama rozstrzeliwała ofiary. Wiadomo jednak na pewno, że do niesienia trumny z sowieckim majorem i wykopania grobu zmuszono mieszkańców Miechowic, których później zabito strzałami w głowę. Jak na ironię główną ulicę Miechowic nazwano później imieniem Armii Czerwonej, dopiero w 1989 roku arteria otrzymała imię księdza Frenzla. Swoją ulicę pamiętającą zbrodnie 45 roku mają także Gliwice. Przy dzisiejszej Pszczyńskiej sowieccy żołnierze rozstrzelali wszystkich 25 mieszkańców kamienicy łącznie z trzyletnim dzieckiem oraz Francuzem – prawdopodobnie uciekinierem z niemieckiego obozu. Liczbę cywilnych gliwiczan, którzy zginęli w wyniku terroru stycznia i lutego 1945 roku szacuje się na 1000 – 1500 osób. I tu odnotowano przypadki, gdy rosyjscy żołnierze ratowali Niemców czy Polaków przed napaściami własnych kolegów. Pod Gliwicami, w Schönwaldzie (dziś Bojków będący dzielnicą miasta) zamordowano 120 osób, w Przyszowicach padło kilkadziesiąt kolejnych ofiar. Na zabrzańskim osiedlu Donnersmarcka zwanym Zandką również doszło do tragedii. Także i tu strzał fanatycznego hitlerowca dosięgnął sowieckiego oficera. W odwecie podpalono kościół oraz rozstrzelano dziesiątki mieszkańców.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Rekonstrukcja walk o Miechowice w 1945 roku" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/dB-cuj_t1CQ?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">O zniszczeniach materialnych decydował los. Racibórz (przed wojną po niemieckiej stronie) stracił 85% miejskiej zabudowy. Miasta po polskiej stronie dawnej granicy ucierpiały znacznie mniej, w niewielkim stopniu zniszczono zakłady przemysłowe. Gdy w lutym dramat dogorywał, komanda Stalina przystąpiły do obiecanej w rozkazie inwentaryzacji, później zaś do transportowania na teren Kraju Rad śląskich maszyn oraz surowców. Zdobyczą wojenną stali się także ludzie wywiezieni na wschód. Los niemieckiej części Śląska nie był jeszcze określony, nie wiedziano na przykład, czy Gliwice, Zabrze i Bytom nie znajdą się na terenie Niemiec. Sowieci wszak mieli przygotowanych własnych Niemców &#8211; komunistów skłonnych zarządzać niemieckimi terenami. Dramat tak zwanego wyzwolenia kończył się, by ustąpić miejsca zupełnie innemu dramatowi.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/styczen-1945/">Styczeń 1945</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Stalinogród</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/stalinogrod/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 19:54:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1014</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Stalinogród Przez dziesięciolecia przyczyna śmierci Józefa Stalina owiana była mgłą tajemnicy. Szeptano o funkcjonariuszach NKWD, którzy ponoć dobili konającego generalissimusa, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/stalinogrod/">Stalinogród</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Stalinogród</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Przez dziesięciolecia przyczyna śmierci Józefa Stalina owiana była mgłą tajemnicy. Szeptano o funkcjonariuszach NKWD, którzy ponoć dobili konającego generalissimusa, o roli Ławrientija Berii, o tajemniczym środku trującym. Dziś wiemy już na pewno, że twórca najbardziej zbrodniczego systemu sprawowania władzy w dziejach ludzkości zmarł śmiercią naturalną. Bezpośrednią przyczyną był udar lewej półkuli mózgu, który spowodował krwawienie żołądka i utratę przytomności. Postępująca od lat miażdżyca dołożyła do tego bilansu swój wkład. Sowiecki przywódca konał cztery dni; gdy 5 marca 1953 roku funkcje życiowe ustały, ruszyła propagandowa machina, by wywołać masowy, niespotykany dotąd w skali globu żal graniczący w wielu przypadkach z histerią. Z całego świata (choć często za sprawą agentury) nadchodziły do Moskwy kondolencje, całe wagony wieńców i kwietnych wiązanek, podejmowano zobowiązania produkcyjne oraz zmieniano nazwy miast tak, by uczcić Stalina.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Jedną z ofiar stalinowskiej histerii stały się Katowice, choć nie były one jedynym miastem, którego nazwę zmieniono na cześć radzieckiego wodza. Węgrom zafundowano Sztálinváros, Bułgarom miasto Stalin, Albańczycy dostali Qyteti Stalin, Rumuni &#8211; Oraşul Stalin, Niemcy dorobili się Stalinstadt. Stolica Śląska do roli takiej nadawała się wyśmienicie: była administracyjnym centrum krainy węgla i stali: kojarzyła się więc z popularnym metalem, od którego swój stalowy pseudonim przyjął Józef Dżugaszwili. Podobnym tropem podążyli Niemcy, których stalinowskie miasto przedtem nosiło nazwę Eisenhüttenstadt. Plotka mówi, że mocnym i wcześniejszym kandydatem do roli Stalinogrodu była Częstochowa, ktoś jednak zorientował się, że prowadzi to do absurdalnego pojęcia Matki Boskiej Stalinogrodzkiej. Decyzję o przechrzczeniu Katowic podjęto w nieprawdopodobnym tempie: gdy 9 marca w Moskwie rozpoczynał się pogrzeb, gazety w stolicy Śląska głosiły już, że ukazały się w Stalinogrodzie, tablice przy wjeździe do miasta oznajmiały, iż tu zaczyna się Stalinogród. W zakładach pracy całej Polski odbywały się masówki, akademie, wysyłano obowiązkowe depesze kondolencyjne do radzieckiej ambasady. Odezwały się nawet dzwony, w tym zygmuntowski z królewskiego Krakowa, gdzie niechętnych całej operacji dzwonników zastąpić mieli ponoć żołnierze.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Kiedy Katowice były Stalinogrodem 1953-56 - wernisaż wystawy; 20 grudnia 2017" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/80iGEOiZJIU?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Pierwsze metryki urodzenia z wpisanym Stalinogrodem wystawiono już 7 marca. Złote dni przeżywały zakłady produkujące pieczątki, zaś megafon na dworcu ogłaszał przybycie pociągu do Stalinogrodu, dawniej – Katowic. Znikały stare tablice z elewacji szkół i urzędów, drukowano nowe mapy i pocztówki, zmieniano numery rejestracyjne samochodom. Zmiana była o tyle głęboka, że nazwę zmieniło również województwo nazywające się teraz stalinogrodzkim. Mimo imponującego tempa zmian starano się zadbać o stworzenie pozorów, bo pomysł na przemianowanie Katowic miał w fałszywym zamyśle pochodzić właśnie ze Śląska. Oficjalnie autorstwo metamorfozy przypisano miejscowemu Komitetowi Wojewódzkiemu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Z późniejszych ustaleń (także ze wspomnień Edwarda Gierka) wynika jednak, iż pomysłodawcami byli przedstawiciele władz centralnych: Jakub Berman z Komitetu Centralnego i pierwszy sekretarz Bolesław Bierut. Później przyszła pora na uzasadnienie w Sejmie. Do roli tej także wyznaczono Ślązaka – literata Gustawa Morcinka. W odróżnieniu od innych literatów, którzy dali się ponieść histerycznej fali po śmierci Stalina (wiersze żałobne napisali między innymi: Konstanty Ildefons Gałczyński, Anatol Stern, Wisława Szymborska; teksty: Jarosław Iwaszkiewicz, Zofia Nałkowska, Julian Tuwim, Maria Dąbrowska, Mieczysław Jastrun, Julian Przyboś i Władysław Broniewski) Morcinek wiedział, że jego przemówienie jest wyrokiem cywilnej śmierci. 28 kwietnia – blady jak ściana – stanął przy sejmowej mównicy by uzasadnić przemianowanie Katowic.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Gustaw Morcinek – w swoim jakże bajkowym stylu – stwierdził, że nawet gdyby nie nadano Katowicom nazwy Stalinogrodu, mieszkańcy i tak mówiliby „Stalinogród”. Zupełnie inny przekaz dotarł na Śląsk za sprawą fal radiowych rozgłośni „Wolna Europa”. Alojzy Adamczyk – emigracyjny działacz związkowy stwierdził, iż Stalinogród jako symbol zniewolenia nigdy nie zostanie przez Ślązaków zaakceptowany. Tak stało się w istocie, reakcje zaś wahały się od skrajnej tragedii aż do wymiaru komediowego. Trzy licealistki: Barbara Galas, Natalia Piekarska i Zofia Klimonda na dziecięcej drukarce sporządziły i rozpowszechniły ulotki sprzeciwiające się zmianie nazwy miasta. Były też napisy na murach, nie tylko takie o Stalinogrodzie ale również wymierzone w komunę. Komuna odpowiedziała agresją. Bitą podczas śledztwa najstarszą z dziewczyn skazano później na 4 lata więzienia, pozostałe trafiły do poprawczaka. W 2004 roku dwie pierwsze z kobiet otrzymały tytuły honorowych obywatelek Katowic, trzecia z nich już wówczas nie żyła. Katowice miały zostać starte z powierzchni planety. Jeżeli ktoś wysyłając list zaadresował go do miasta o starej nazwie, przesyłka (zgodnie z poleceniem władz) nie była dostarczana do adresata. Istniał bowiem Stalinogród, a Katowice umarły. Choć Stalin mścił się zza grobu, sztuczna i dziwaczna nazwa miasta budziła również śmiech. Z ust do ust powtarzano opowieść o pijaku, który – po niespodziewanym przebudzeniu przez kolejowy megafon – myślał, że został teleportowany do Stalingradu. Niewielu wiedziało, że podobna historia, choć ze znacznie szczęśliwszym zakończeniem zdarzyła się niecałe trzydzieści lat temu w Zabrzu. Do ówczesnej Rady Miasta, w której duży, trzydziestoprocentowy udział mieli komuniści, wpłynął wniosek, by nadać miastu miano Leninburg. Międzywojenni radni chcieli w ten sposób uczcić śmierć wodza radzieckiej rewolucji. Wniosek miał charakter jedynie symboliczny, nie było bowiem nawet cienia szansy, by uzyskał większość w jakimkolwiek głosowaniu. Po wojnie w Katowicach przypadek ten powtórzył się jednak naprawdę.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Po II wojnie światowej Katowicom próbowano nadać choć trochę sowieckiego stylu: w latach 1948 – 1951 wzniesiono Pałac Młodzieży ozdobiony licznymi płaskorzeźbami sławiącymi idee komunistyczną. Socrealizm prezentował również zbudowany nieco później (w 1955 roku) Dom Związków Zawodowych złośliwie zlokalizowany tuż obok historycznej siedziby Sejmu Śląskiego. Miasto jednak pozostało śląskie i po trzyletnim epizodzie ze Stalinogrodem śladu dziś już nie ma. Gdy Chruszczow skrytykował stalinizm i fala zmian zaczęła powoli obejmować cały obóz socjalistyczny oficjalnie powrócono do nazwy „Katowice”. Stało się to na mocy dekretu Rady Państwa z 21 października 1956 roku zatwierdzonego przez Sejm w marcu roku następnego. Tym razem nie było już potrzebne uzasadnienie żadnego literata ani żadnej egzekutywy. Z czasem pojęcie „stalinowca” przestało być zaszczytne i stało się tak naprawdę wyzwiskiem, bo trudno spodziewać się lepszej pamięci kogoś, kto odpowiada za śmierć kilkudziesięciu milionów ludzi. Od czasu do czasu na internetowych aukcjach trafić można na szyld urzędu, stare zdjęcie lub znaczek pocztowy ze Stalinogrodem w roli głównej. W Katowicach została tylko smutna, choć potrzebna pamiątka tamtych czasów: płaskorzeźby w Pałacu Młodzieży, na których bez trudu odnajdziemy najważniejsze symbole komunizmu w stalinowskim wydaniu: kłosy zbóż, rolnicze sierpy i robotnicze młoty wykonane ze stali. Stali mocnej jak reżim Stalina.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/stalinogrod/">Stalinogród</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Sejm Śląski</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/sejm-slaski/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 19:47:33 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1007</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Sejm Śląski 1922 &#8211; 1945 Gdy 17 marca 1921 roku odrodzona po I wojnie światowej Rzeczpospolita świętowała przyjęcie swojej Konstytucji, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/sejm-slaski/">Sejm Śląski</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Sejm Śląski 1922 &#8211; 1945</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Gdy 17 marca 1921 roku odrodzona po I wojnie światowej Rzeczpospolita świętowała przyjęcie swojej Konstytucji, Śląsk swoją ustawę zasadniczą miał już od ośmiu miesięcy. Górnośląska Konstytucja uchwalona przez polski Sejm Ustawodawczy 15 lipca 1920 roku nosiła dumną nazwę „Ustawy Konstytucyjnej” z podtytułem do dziś używanym przez wszystkich historyków: Statut Organiczny Województwa Śląskiego. Już w pierwszym artykule tego dokumentu wyraźnie określono ramy autonomii deklarując, iż Województwo Śląskie będzie nieodłączną częścią składową państwa polskiego a jednocześnie cieszyć się będzie prawami samorządnymi stosownymi dla tegoż statutu.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Praw tych Śląsk otrzymał niemało: opisane w artykule 4 kompetencje Sejmu Śląskiego obejmowały: kwestie języka urzędowego, ustrój i podział administracyjny, organizację policji, ustawodawstwo oświatowe, wyznaniowe (poza sprawami objętymi konkordatem), kwestie zarządzania wodami, zaopatrzeniem w energię elektryczną, komunikację, walkę z lichwą oraz spekulacją, roboty publiczne a także zagadnienia skarbowe – między innymi zarządzaniem własnym Skarbem Śląskim. Śląski Sejm upoważniono również do ustawodawstwa cywilnego i karnego w ramach swoich kompetencji. Statut Organiczny określał sposób powołania regionalnego Sejmu: jeden poseł przypadać miał na 25 tysięcy obywateli, głosowanie określono jako: powszechne, bezpośrednie, równe, tajne i proporcjonalne. W taki właśnie sposób województwo dorobiło się trzech okręgów wyborczych oraz 48 posłów wybranych we wrześniu 1922 roku. Słowa posłanki – seniorki Janiny Omańkowskiej: „Obyż serca nasze przepełnione były duchem zgody, może nawet, jeśli będzie potrzeba duchem ofiary i zrzeczenia się, a to dlatego, ażeby prace tego Sejmu Śląskiego były jak najobfitsze w owoce dla dobra tej ludności, którą reprezentuje dla dobra tej krainy, tej naszej ciaśniejszej Ojczyzny, którą przedstawiamy i dla chwały i dobra naszej szerszej Ojczyzny Polski” na pierwszym posiedzeniu przyjęto burzliwymi oklaskami. Niestety – życzenie sześćdziesięciotrzyletniej działaczki społecznej nie spełniło się. Przez długie lata Sejm Śląski był areną politycznych walk, podchodów i podstępów.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Historyczna sala Sejmu Śląskiego; dziś - sala Sejmiku Województwa Śląskiego" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/6Va5MRkVu-g?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Posłom i urzędnikom nie podobała się tymczasowa lokalizacja przy ulicy Wojewódzkiej, bo dawna szkoła budowlana (dziś – siedziba katowickiej Akademii Muzycznej) była niewygodna i ciasna. Szybko podjęto więc decyzję o zakupie działki w okolicach ulicy Jagiellońskiej oraz o budowie nowego, reprezentacyjnego gmachu. Przed projektantami postawiono więc poważne zadanie stawiając jeden tylko stanowczy warunek: „styl gotycki wyklucza się”; neogotyk w tamtych latach kojarzony był bowiem z architekturą pruską. Na wykonanie projektu dano jedynie cztery miesiące, ale w związku z bardzo hojnym wynagrodzeniem, na brak ofert Sejm Śląski narzekać nie mógł. Wygrali architekci z Krakowa. Projekt podpisany przez panów: Kazimierza Wyczyńskiego, Piotra Jurkiewicza i Stefana Żeleńskiego daleki był od gotyku: w celu uzyskania imponującej bryły oparto go na modernistycznym wykorzystaniu piaskowca. Pierwszą łopatę na budowie wbito wiosną 1924 roku, zakończono pięć lat później. Efekt spełnił oczekiwania – powstała największa w międzywojennej Polsce budowla o charakterze administracyjnym &#8211; zawierająca 634 pomieszczenia z korytarzami liczącymi łącznie sześć kilometrów długości.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Perłą i sercem gmachu była sala sejmowa mogąca pomieścić 80 parlamentarzystów, miała też po 30 stanowisk dla przedstawicieli urzędu i prasy oraz 120 miejsc galeryjnych dla publiczności. Propaństwowy charakter projektu podkreślały ozdoby na elewacjach: znajdziemy tam orły, rózgi liktorskie oraz całe mnóstwo herbów górnośląskich miast. Budynek Sejmu do dziś budzi powszechny podziw, także w środowisku architektów, którzy doceniają zarówno piękno bryły, jak i dopracowanie wystroju autorstwa Ludwika Wojtyczki. Obiekt kosztował 12 i pół miliona ówczesnych złotych i pochodziła wyłącznie ze środków Skarbu Śląskiego.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Prym w Sejmie wodzili przedstawiciele najważniejszych partii politycznych ówczesnego Śląska: chadecy, narodowi demokraci spod sztandarów Romana Dmowskiego, działacze Narodowej Partii Robotniczej oraz Polskiej Partii Socjalistycznej. Na długie lata rozgościł się tam Konstanty Wolny – marszałek Sejmu trzech kolejnych kadencji (od roku 1922 do 1935), płomienne mowy wygłaszał Wojciech Korfanty. Od samego początku w ławach poselskich zasiedli też przedstawiciele ugrupowań niemieckich. Znowelizowana w 1935 roku ordynacja wyborcza ograniczyła liczbę posłów do 24, jednak po przyłączeniu Zaolzia do Polski (2 października 1938 roku) prezydent RP zwiększył ich liczbę do 28. Niedługo potem wybuchła wojna, która położyła kres pracom sejmowym. Do idei regionalnego parlamentu później już nie powrócono: 6 maja 1945 roku Krajowa Rada Narodowa formalnie zniosła Statut Organiczny kładąc ostateczny kres idei sprzed ćwierćwiecza. Sejm przetrwał cztery kadencje: od 1922 do 1929 roku, kadencję 1930 roku (prezydent Ignacy Mościcki w związku z naruszeniem kompromisu budżetowego rozwiązał regionalny parlament już po czterech miesiącach), od 1930 do 1935 roku oraz okres lat 1935 – 1939. Po Sejmie Śląskim pozostała monumentalna pamiątka w postaci gmachu dziś wykorzystywanego przez Sejmik Samorządowy Województwa Śląskiego, Urząd Wojewódzki oraz inne urzędy. Wciąż – zgodnie z założeniem fundatorów i budowniczych – służy on potrzebom górnośląskiej administracji.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/sejm-slaski/">Sejm Śląski</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rzeka Rawa</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/rzeka-rawa/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 19:44:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1004</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Rzeka Rawa Gdyby ktoś organizował konkurs na najdziwniejszą rzekę świata, Rawę możemy zgłaszać bez jakichkolwiek kompleksów. Specjaliści obliczyli, że na [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/rzeka-rawa/">Rzeka Rawa</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Rzeka Rawa</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Gdyby ktoś organizował konkurs na najdziwniejszą rzekę świata, Rawę możemy zgłaszać bez jakichkolwiek kompleksów. Specjaliści obliczyli, że na katowickim odcinku zawartość wody w tej rzece wynosi 8%, reszta to klasyczne ścieki. Co jakiś czas Rawa znika: w Chorzowie i Katowicach całkiem sporymi odcinkami płynie pod ziemią. Ma magiczną zdolność poruszania się dwoma korytami jednocześnie – tak jest na katowickim rynku, gdzie górą prezentuje się widowiskowo i elegancko jako promenadowy, otoczony palmami strumień, by tak naprawdę toczyć się kilka metrów niżej. Nic dziwnego, że jej nazwą ochrzczono jeden z największych na świecie festiwali bluesowych: każdą bowiem opowieść o tej rzece można podsumować dwoma słowami: Rawa blues.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Rawa płynie żwawo, bo na liczącym prawie dwadzieścia kilometrów przebiegu rzeki różnica poziomów wynosi aż 38 metrów. Startuje w Rudzie Śląskiej, od stawu Marcin. Kieruje się potem do Świętochłowic i Chorzowa, gdzie chowa się przed ludzkim wzrokiem w podziemnych rurach. Nad rurami znajdują się ścieżki rowerowe i alejki dla spacerowiczów oraz biegaczy, co kosztowało ponad 20 milionów euro. Brudna już w Świętochłowicach woda, po wypłynięciu z Chorzowa staje się znacznie czystsza: to efekt działania podziemnej oczyszczalni ścieków. Później Rawa ma na swojej drodze Katowice – od Osiedla Tysiąclecia czyli tak zwanego Tauzena, poprzez Załęże do śródmieścia (mijając centrum akademickie Górnego Śląska) by wreszcie na granicy z Sosnowcem wskoczyć do Brynicy. Zaraz potem wszystko to, co niesie ze sobą rzeka wpada do Czarnej Przemszy, później do Przemszy, by ostatecznie wylądować w Wiśle i zdążać ku Bałtykowi.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - rzeka Rawa w śródmieściu Katowic" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/4RQDlJY7UIc?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Hydrolodzy od stu lat spierają się o to, co zasila wody Rawy i czy w ogóle coś takiego (poza deszczówką i ściekami) istnieje. Dziwić się temu nie powinniśmy, bo operowanie w tak mocno uprzemysłowionym i tak gęsto zamieszkanym środowisku musi mieć swoje konsekwencje. Za sprawą kopalń (na przestrzeni lat w zlewni Rawy pracowało czternaście dużych zakładów wydobywczych) rzeka straciła nawet swoje pierwotne źródło; kiedyś zaczynała się w Chebziu (dziś dzielnica Rudy Śląskiej), jednak odpływ wody skrócił ją. Opowieści o tym, że w Rawie żyją raki, można przeczytać jedynie w starych opracowaniach. Całkowite zniknięcie ryb z rzeki odnotowano już w roku 1893. Rawa stanowiła również całkiem realne zagrożenie dla zdrowia i życia: w latach 1900 i 1911 czerpanie z jej wód na odcinku chorzowskim stało się przyczyną groźnych epidemii tyfusu. Wcześniej – w roku 1873 identyczna sytuacja miała miejsce w Katowicach. Nawet w XXI wieku zdarzały się fachowe opinie mówiące, iż jest źródłem oparów i mgieł skażonych bakteriologicznie. Jeszcze w latach sześćdziesiątych z katowickiego rynku widać było odkrytą Rawę: całymi godzinami można było wówczas obserwować tyleż fascynujące, co poetyckie ubarwienie wody: mogła ona być niebieska z fioletowym odcieniem, by po chwili stać się czymś ni to pomarańczowym, ni to żółtym. Towarzyszył temu bardzo nieprzyjemny zapach, to on był bezpośrednim powodem schowania rzeki pod ziemię – i w Chorzowie, i w Katowicach. Ale zagrożenie chemiczne, biologiczne czy to związane ze smrodem nie wyczerpywało całego arsenału możliwości rzeki.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Święto rzeki Rawy, Katowice 2024" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/fxmmNqNLj8U?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">„Głos Górnego Śląska” w marcu 1927 roku donosił: „Regulację Rawy tak przeprowadzono, że nie zabezpieczono koryta łoża jeszcze nie ukończonego na wypadek napływu większej ilości wody. Łoże to przerwało się i szkoda wynosiła kilkadziesiąt tysięcy złotych”. Pod koniec lat osiemdziesiątych wody wystąpiły z brzegów w Szopienicach, ewakuowano wówczas 78 rodzin. W lipcu 1995 roku w rejonie mostu na ulicy Bankowej poziom wody – po oberwaniu chmury &#8211; gwałtownie się podniósł. Strumienie zalały plac między Wydziałem Nauk Społecznych a rektoratem Uniwersytetu Śląskiego atakując także piwnice tych budynków. Rawa zniszczyła wówczas zbiory biblioteczne o wartości niemal dwóch milionów złotych a także sporą część przechowywanych tam prac magisterskich. Dwa lata później znów doszło do zalania, tym razem w okolicach ulicy Bogucickiej, choć ucierpiał również Teatr Śląski, Muzeum Śląskie i – tradycyjnie już – Uniwersytet.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Katowice - palmy na rynku" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/2rW-FjwzSMw?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Najstarsze źródła dotyczące Rawy (wówczas nazywanej Roździanką) pochodzą z roku 1737, w 1863 pojawił się pierwszy plan uregulowania jej koryta. Prac przy rzece prowadzono zresztą całkiem sporo, Katowice zaś – jako pierwsze górnośląskie miasto – dorobiło się własnej sieci kanalizacyjnej z oczyszczalnią już w latach 1905 – 1906. Między rokiem 1926 a 1938 piętnaście kilometrów brzegu uregulowano przy pomocy kamiennych murów. I można zakładać, że regulacja rzeki trwać będzie jeszcze bardzo, bardzo długo, bo – jak ktoś napisał sprayem tuż przy Rawie &#8211; przecież wszystko płynie. Nawet jeśli nie wiemy, czy to rzeka, czy to ściek. Śląską rzekę porównuje się często z Tamizą, też naznaczoną onegdaj piętnem ofiary drapieżnego przemysłu. Angielska rzeka również była kiedyś źródłem chorób: kolejne epidemie cholery potrafiły zabijać nawet po kilkanaście tysięcy mieszkańców Londynu. Smród Tamiza generowała tak wielki, że w 1858 roku musiano użyć specjalnych kotar nasączonych chlorkiem wapnia, by parlament w ogóle mógł pracować. Dziś rzeka jest dumą Wielkiej Brytanii i wielką atrakcją turystyczną. Dodajmy – atrakcją czystą.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/rzeka-rawa/">Rzeka Rawa</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prowokacja gliwicka</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/prowokacja-gliwicka/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 19:31:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=995</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Prowokacja gliwicka &#8211; 31 sierpnia 1939 Operacja była tak tajna, że nie przydzielono jej żadnego kryptonimu. Nie pozostał ani jeden [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/prowokacja-gliwicka/">Prowokacja gliwicka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Prowokacja gliwicka &#8211; 31 sierpnia 1939</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Operacja była tak tajna, że nie przydzielono jej żadnego kryptonimu. Nie pozostał ani jeden ślad w pedantycznej i z definicji przebogatej przecież niemieckiej dokumentacji. Jak było naprawdę świat dowiedział się dopiero 20 listopada 1946 roku, gdy przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze zeznania złożył były SS-sturmbannführer Alfred Naujocks. Wykonawca gliwickiej prowokacji potwierdzał je zresztą wiele razy: we wspomnieniach zatytułowanych „Człowiek, który rozpoczął wojnę” czy podczas wywiadu z dziennikarzem tygodnika „Der Spiegel” w 1963 roku. Pochodzący z Kilonii Naujocks (z przeszłością barowego zabijaki trenującego po amatorsku boks, weterana bójek z komunistami) już od połowy lat trzydziestych był człowiekiem Reinharda Heydricha – ówczesnego szefa hitlerowskiej Służby Bezpieczeństwa. Uważa się, że był specem szefa SD od brudnej roboty, ale to tylko część prawdy. Naujocks był od roboty najbrudniejszej.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Wśród brudnych zadań Alfreda Naujocksa wymienia się nieudaną próbę zabicia Otto Strassera, politycznego przeciwnika Hitlera, którego führer wyrzucił z NSDAP już w 1930 roku. Strasser wyemigrował z Niemiec, ale działalności politycznej nie zaprzestał: jego partia „Czarny Front” wciąż atakowała hitlerowskie władze. Atak na Strassera w 1934 roku nie udał się. Udany był za to zamach na głównego inżyniera radiowego „Frontu” &#8211; Karla Formisa (odpowiedzialnego za stację radiową atakującą Hitlera z terytorium Czechosłowacji), trzyosobowa grupa pod dowództwem Naujocksa zastrzeliła radiowca na początku 1935 roku. Naujocks uchodził także za specjalistę od fałszerstw: to on ponoć wymyślił akcję fałszowania brytyjskich banknotów pięćdziesięciofuntowych. Operacja – choć on sam nie brał w dalszych działaniach udziału (prowadzono ją w jednym z obozów koncentracyjnych) – stała się z czasem największym fałszerstwem pieniędzy w historii świata. Miał także uczestniczyć w preparowaniu fałszywych dowodów przeciwko dowódcom Armii Czerwonej (1937); obciążającą dokumentację Stalin wykorzystał podobno w krwawych czystkach. Na liście brudnych dokonań jest jeszcze porwanie dwóch brytyjskich agentów z holenderskiej miejscowości Venlo, gdzie funkcjonariusze MI6 chcieli skontaktować się z niemieckimi antyfaszystami. Jak stwierdzili później świadkowie, sturmbannführer zastrzelił wówczas oficera holenderskich służb specjalnych.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Gliwice - Radiostacja" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/LnokIQXm4_I?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Choć gliwicki napad najczęściej kojarzony jest z nazwiskiem Naujocksa, on sam był tylko wykonawcą. Plan osobiście opracował Reinhard Heydrich, także on – za pośrednictwem telefonu, zza swojego berlińskiego biurka – wydał rozkaz do wykonania tego planu. Sturmbannführer Naujocks dowiedział się o całej sprawie dopiero 10 sierpnia 1939 roku, pięć dni później meldował się już w gliwickim hotelu razem z towarzyszącą mu sześcio- lub siedmioosobową ekipą, której członków mógł sobie sam wybrać. Oczekiwanie z pewnością było nerwowe, zwłaszcza że hasło do ataku „Babka umarła” nadano z Berlina już 25 sierpnia. II wojna światowa miała się wszak rozpocząć dnia następnego – zatrzymało ją (na kilka dni) podpisanie wieczorem 25 sierpnia umowy o wzajemnej pomocy między Polską i Wielką Brytanią. O ile jednak grupie Naujocksa udało się odebrać sygnał odwołujący akcję, o tyle inny zespół (który miał napaść na stację kolejową w Mostach koło Jabłonkowa) już takiej informacji nie otrzymał. Strzelanina w Mostach przeszła do historii jako incydent jabłonkowski, zaś w ciągu następnych dni Niemcy tłumaczyli napaść „działaniami człowieka pozbawionego rozumu”. Drugą informację o zmarłej babce Naujocks odebrał w hotelu 31 sierpnia i natychmiast przystąpił do ataku na radiostację.<br>Hitlerowska władza doceniając znacznie radiowej propagandy przyglądała się stacji w Gleiwitz już od dawna.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Zlokalizowane na rubieży III Rzeszy regionalne radio (zaledwie 9 kilometrów od granicy) najpierw wydawało się hitlerowcom za mało agresywne i za bardzo kulturalne, później, gdy Polska uruchomiła pod Katowicami duży nadajnik, zgłaszali pretensje, iż radio Gliwice jest przez polską stronę zagłuszane. Obiekt, który zaatakowała grupa Naujocksa był i nowy, i nowoczesny – zbudowano go zaledwie cztery lata wcześniej zastępując wcześniejszą, dwumasztową instalację. Do dziś zrobiona z modrzewiowego surowca wieża radiowa jest najwyższą konstrukcją drewnianą kontynentu europejskiego – sięga 111 metrów nad poziom gruntu. I jak wtedy, mieści się przy ulicy Tarnogórskiej. Do budynku technicznego przy Tarnowitzer Landstraße atakujący dotarli tuż przed godziną 20.00. Bez problemu wdarli się do pomieszczenia, w którym sterroryzowali nieliczną obsługę techniczną – gliwickie radio retransmitowało wtedy jedynie program z Wrocławia. Po oddaniu strzałów w sufit zażądali mikrofonu burzowego, którego ponoć technik początkowo nie chciał wydać. Miejsce, w którym nastąpił napad nie było studiem i dysponowało tylko możliwością nadania komunikatu o nadchodzącej burzy. W technologicznych realiach pierwszej połowy XX wieku ogłoszenia takie nie były niczym dziwnym – gdy radiowy nadajnik zagrożony był wyładowaniami atmosferycznymi, po prostu wyłączano go. Aby słuchacze bezskutecznie nie szukali w swoich odbiornikach wyłączonej stacji – nadawano wcześniej odpowiedni komunikat.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Dostępne w przeróżnych opracowaniach relacje o przebiegu napaści są często ze sobą sprzeczne, nieścisłości znaleziono nawet w relacjach samego Naujocksa. Często pisze się o dramatycznym przebiegu akcji, o nadajniku, który nie miał pełnej mocy, o niemożności podłączenia mikrofonu. Ziarno prawdy dywagacje te zapewne zawierają: w eter na fali 1231 kHz poszło bowiem tylko dziewięć słów: „Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w rękach polskich”. Przygotowana wcześniej do wygłoszenia w języku polskim wersja była nieco dłuższa: nawiązywała do wypowiedzi polskich władz o nieuznawaniu pokoju za wszelką cenę, odwoływała się do honoru i groziła Niemcom. Ale niezależnie od wersji wydarzeń, z całą pewnością ten krótki komunikat był bardzo dobrze słyszalny w promieniu co najmniej 100 kilometrów. Wycofująca się grupa sturmbannführera zostawiła po sobie ślady kul na ścianach oraz makabrycznie spreparowane dowody: trupy rzekomych polskich napastników. Jeszcze w Berlinie, podczas narady, szef Gestapo Heinrich Müller zaproponował dostarczenie zwłok więźniów obozu w Dachau w takim właśnie celu. Wówczas mówiono o 13. trupach, pod gliwicką radiostacją podrzucono prawdopodobnie dwa.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-03 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1833161776"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Na miejscu zginął tylko jeden człowiek – 43-letni Franciszek Honiok. Honiok nigdy swoich propolskich sympatii nie ukrywał: najpierw wziął udział w trzecim powstaniu śląskim, później – na kilka lat wyemigrował do Polski. Kiedy jednak 30 sierpnia 1939 do drzwi jego domu w Hohenlieben (dzisiejsze Łubie opodal Pyskowic) zapukali gestapowcy, był obywatelem niemieckim. Honiokowi wstrzyknięto do organizmu narkotyk i oszołomionego byłego powstańca SS-man zastrzelił następnego dnia, tuż po napadzie, na terenie radiostacji. W kieszeni Honioka znajdowały się jego oryginalne dokumenty potwierdzające tożsamość. Jeszcze tego samego wieczora w świat poszła pierwsza informacja z niemieckiego radia: &#8222;Około godziny 20.00 radiostacja gliwicka została napadnięta przez oddział polskich powstańców i przejściowo zajęta. Polacy wtargnęli siłą do pomieszczenia nadawczego. Udało się przeczytać wezwanie po polsku i częściowo po niemiecku, potem ci, którzy wtargnęli już po kilku minutach zostali obezwładnieni przez policję&#8221;.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Następnego dnia machina propagandowa mogła zaatakować mocniej: gazety opublikowały zdjęcia zabitych „Polaków”, Hitler wygłosił historyczne przemówienie, przygotowano specjalną białą księgę dokumentującą nie tylko wydarzenia w Gleiwitz, ale i dziesiątki innych, również sprowokowanych incydentów. Księga mówiła o zastrzeleniu przez polskich żołnierzy celników pod Roehrsdorf i Pfalzdorf, napaściach Wojska Polskiego na placówki w Hohlinden czy Geyersdorfie. Akcja w Gliwicach była bowiem tylko częścią szeroko zaplanowanej kampanii pod kryptonimem „Tannenberg”. O Gliwicach prasa niemiecka pisała sporo. Zaznaczono, że po sygnałach zaniepokojonych mieszkańców, którzy słyszeli strzały, zareagowała policja. To policjanci mieli według gazetowej wersji otworzyć ogień do polskich napastników i to oni zabili między innymi Franciszka Honioka. Niewielu przywiązywało wagę do tych informacji, bo wczesnym rankiem Wechrmaht ruszył na Polskę i zaczęła się II wojna światowa. Niezależnie od wszystkiego, Hitler znalazł swoje bezpośrednie, choć niekoniecznie wiarygodne uzasadnienie do rozpętania piekła. Z punktu widzenia europejskiej dyplomacji prowokacja w Gliwicach nie dała nic. Francja i Wielka Brytania mimo wszystko wypowiedziały III Rzeszy wojnę nie reagując na pretekst, który podsuwała propaganda niemiecka.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Historia dopisała zakończenia po swojemu. Trzeba było kilkudziesięciu lat, by historycy odkryli tożsamość powstańca śląskiego zastrzelonego podczas prowokacyjnej akcji. Autor prowokacji &#8211; Reinhard Heydrich zginął w połowie 1942 roku po śmiałym rajdzie czeskich komandosów. Naujocks pożył znacznie dłużej, bo aż do roku 1966, najpierw popadł w niełaskę zwierzchników z powodu niesubordynacji i trafił na front wschodni, w 1944 roku sam oddał się w ręce Amerykanów, którzy nie dali się nabrać na jego dobrą wolę i potraktowali go jak wojennego przestępcę. Udało mu się uciec z aresztu i przez jakiś czas prowadzić życie biznesmena. Zaraz po wojnie z historycznej wieży w Gliwicach popłynął program Polskiego Radia, jednak po pięciu latach okazało się, że tamtejsza radiostacja w systemie radiofonicznym jest niepotrzebna. Przez kolejnych pięć lat nadajnik wykorzystano w nietypowy sposób: zagłuszając sygnał Radia Wolna Europa nadawany z niemieckiego Monachium. Dziś mieści się tam muzeum – muzeum prowokacji gliwickiej.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/prowokacja-gliwicka/">Prowokacja gliwicka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
