<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>wojna - Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</title>
	<atom:link href="https://www.antryj.pl/tag/wojna/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.antryj.pl/tag/wojna/</link>
	<description>Język śląski, historia i kultura Górnego Śląska - po śląsku</description>
	<lastBuildDate>Wed, 17 Sep 2025 16:43:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.1</generator>

<image>
	<url>https://www.antryj.pl/wp-content/uploads/2022/11/cropped-logo-32x32.png</url>
	<title>wojna - Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</title>
	<link>https://www.antryj.pl/tag/wojna/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Ślązacy w Wehrmachcie</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/slazacy-w-wehrmachcie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Dec 2024 20:36:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1027</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Ślązacy w Wehrmachcie Służba w Wehrmachcie to zjawisko dotyczące nie tylko Ślązaków. Na każdych stu żołnierzy walczących w hitlerowskich mundurach [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-w-wehrmachcie/">Ślązacy w Wehrmachcie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<p class="wp-block-paragraph">Ślązacy w Wehrmachcie</p>



<p class="wp-block-paragraph">Służba w Wehrmachcie to zjawisko dotyczące nie tylko Ślązaków. Na każdych stu żołnierzy walczących w hitlerowskich mundurach przypadało dwóch Polaków – albo polskich obywateli, którzy po wybuchu II wojny światowej znaleźli się po niemieckiej stronie granicy (czyli mieszkańców Wielkopolski, Pomorza czy Śląska), albo tych, którzy na terenie Rzeszy żyli już wcześniej. Łączną liczbę dziadków z Wehrmachtu szacuje się na 375 tysięcy.<br>Służba pod znakiem swastyki była powszechna i doskonale ilustruje ją fragment rozmowy naukowca Instytutu Pamięci Narodowej ze śląskim weteranem:</p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Czy po wojnie prześladowano pana za służbę w Wehrmachcie?</p>



<p class="wp-block-paragraph">Nie rozumiem pytania…</p>



<p class="wp-block-paragraph">Czy na przykład sztygar w pana kopalni nie robił panu trudności?</p>



<p class="wp-block-paragraph">Ale sztygar też był w Wehrmachcie…</p>



<p class="wp-block-paragraph">Czy Urząd Bezpieczeństwa przepytywał pana na temat przeszłości w niemieckim wojsku?</p>



<p class="wp-block-paragraph">Wzywali mnie często na przesłuchania i maglowali, ale pytali tylko o kolegów z polskiej armii na Zachodzie, czy piszą do mnie listy, co robią, o Wehrmacht nigdy nie pytali.</p>
</blockquote>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Do lat siedemdziesiątych (zwłaszcza w małych górnośląskich miejscowościach) funkcjonowały nieformalne kluby niemieckich weteranów: mężczyzn spotykających się przy kartach i piwie, wspominających swoje wojenne losy. W pewnym sensie naśladowali oni własnych ojców walczących w czasie poprzedniej światowej wojny i zasilających później powstańcze walki po obu stronach barykady. Głośno o sprawie jednak nie mówiono, choć powszechnie wiedziano o służbie w Wehrmachcie wielu prominentnych osób: piłkarskiego idola Gerarda Cieślika (był w Danii oraz Niemczech), popularnego literata Wilhelma Szewczyka (walczył we Francji i Związku Radzieckim), kultowego „Papy” z Opola – Karola Musioła, który przeszedł do historii jako twórca opolskich festiwali piosenki. Problem wehrmachtowskiej przeszłości, choć dyskutowany był w powojennych gremiach partyjnych bezpośrednio po II wojnie, nigdy nie przełożył się na konkretne prześladowania. Owszem – można było dostać mandat karny za rozmawianie z żoną po niemiecku, prześladowano za folkslistę, wywożono do przymusowej pracy, zamykano w obozach, jednak sam fakt służby w Wehrmachcie oficjalnie powodem do szykan nie był. Czasem żartowano nawet, że ktoś z rodziny walczył w AK, pod skrótem tym jednak rozumiano raczej Afrika Korps Erwina Rommla.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Górny Śląsk - Ślązacy w Wehrmachcie: wokół wystawy w Muzeum Śląska Opolskiego" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/Xy5EYA3vCcs?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Akcja poboru rozpoczęła się w marcu 1940 roku, gdy w Katowicach pracować zaczęło biuro Wehrbezirkskommanda wzywające do rejestracji mężczyzn urodzonych między rokiem 1894 a 1926. I w tym punkcie historii kończą się teorie pewne – cała reszta może być jedynie analizą losów jednostkowych. Do niemieckiej armii trafiano bowiem dokładnie tak, jak trafia obywatel państwa prowadzącego wojnę – na podstawie powszechnej i obowiązkowej służby. Zdarzały się jednak pojedyncze przypadki ochotniczego wstąpienia do Wehrmachtu, tak jak zdarzały się pojedyncze przypadki wcielenia „za karę” członków Związku Polaków w Niemczech czy przedstawicieli rodzin powstańczych. Od razu ujawniła się też sprzeczność interesów między zideologizowanymi władzami państwowymi, które – przynajmniej w teorii – służbę w armii traktowały jako zaszczyt dla prawdziwych Niemców, a samym Wehrmachtem – ten nigdy szczególnie wybredny nie był: po prostu potrzebował rekruta.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Sytuację próbowano uregulować wiosną 1941 roku, gdy wprowadzono przepisy określające przynależność do Deutsche Volksliste i dzielące obywateli na cztery ponumerowane kategorie. Zgodnie z prawem do służby wojskowej zobowiązani byli jedynie ci, którzy posiadali jedną z trzech pierwszych kategorii; znane są zresztą przypadki zwalniania z armii żołnierzy – Ślązaków z „czwórką”. Folkslista na Górnym Śląsku nie była jednak tym samym, co na Mazowszu czy w Małopolsce – tutaj otrzymało ją aż 90% całej ludności. Często wpis na Deutsche Volksliste był czynnością administracyjną, sam zainteresowany otrzymywał jedynie papier do podpisania. Do podpisywania niemieckiej listy narodowościowej nawoływał zresztą i Kościół, i emigracyjne władze z Londynu – brak takiej deklaracji kończył się nader często w obozie koncentracyjnym. Nie stawienie się do służby wojskowej zaś stanowiło dezercję karaną śmiercią. Wśród rekrutów do Wehrmachtu powszechny był strach o los rodziny w przypadku, gdyby odmówili służby.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Mimo to istnieją relacje o oficjalnej odmowie wstąpienia do wojska, odmowie złożenia przysięgi wojskowej (na wierność Adolfowi Hitlerowi), śpiewaniu polskich pieśni podczas marszu do transportu na front, dezercjach oraz nieufnym traktowaniu żołnierzy z podejrzanego obszaru. Rekrut z Górnego Śląska – najczęściej legitymujący się trzecią kategorią folkslisty &#8211; „drajką” &#8211; wędrował do swojej jednostki wraz z listem przewodnim informującym przełożonych, iż trzeba na niego uważać. Z reguły do jednego pododdziału wcielano tylko co najwyżej dwóch – trzech niepewnych żołnierzy. Wprowadzono zakaz awansowania – jedne źródła wspominają o niemożności uzyskania stopnia oficerskiego, inne mówią nawet o starszym szeregowym jako maksymalnej szarży dostępnej dla Ślązaka. W niektórych przypadkach żołnierzom takim nie dawano nawet do rąk broni kierując do służby przy koniach czy pilnowania jakichś mniej ważnych magazynów. W listopadzie 1942 roku wydano zarządzenie, na mocy którego wojskowi z trzecią kategorią listy narodowej za usiłowanie dezercji czy nawet łamanie dyscypliny karani byli śmiercią.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Prawdziwym szyderstwem historii stało się powojenne użycie przepisów hitlerowskiego prawa. Okupacyjne władze sowieckie i polski aparat komunistyczny wykorzystały listę narodowościową do eksterminacji górnośląskiej ludności – tyle, że w odwróconym porządku. Jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych, gdy na podstawie porozumienia Schmidt – Gierek mieszkańcy Śląska masowo wyjeżdżali do Republiki Federalnej Niemiec, dla niemieckiego sądu fakt dezercji z Wehrmachtu do wojska polskiego mógł być przyczyną odmowy prawa do pobytu w Niemczech. Po losach Ślązaków pozostały już tylko groby w całej Europie, bo co dziesiąty z wojny nie wrócił. I został żal – taki jak żal Alojzego Lysko, autora książek o górnośląskich żołnierzach Wehrmachtu, którego ojciec zginął gdzieś na polach Ukrainy rozjechany przez rosyjski czołg.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-w-wehrmachcie/">Ślązacy w Wehrmachcie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ślązacy u Andersa</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/slazacy-u-andersa/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Dec 2024 20:32:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1024</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Ślązacy u Andersa 18 maja 1989 roku o godzinie 9.45 przy wejściu do bazyliki na Monte Cassino spotkało się dwóch [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-u-andersa/">Ślązacy u Andersa</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Ślązacy u Andersa</h2>



<p class="wp-block-paragraph">18 maja 1989 roku o godzinie 9.45 przy wejściu do bazyliki na Monte Cassino spotkało się dwóch weteranów: porucznik Kazimierz Gurbiel i obergefreiter Robert Frettlohr. Były kwiaty, łzy wzruszenia i uściski &#8211; zwłaszcza, że kilka lat wcześniej Niemiec publicznie bronił honoru polskich żołnierzy niesłusznie oskarżanych w programie telewizyjnym o przestępstwa wojenne. Poprzednie spotkanie w tym samym miejscu nie było tak uroczyste: dokładnie 45 lat wcześniej pododdział Gurbiela wziął do niewoli rannego obergefreitera Frettlohra. Tak jak w czasie wojny, w 1989 roku obu starszym panom towarzyszyli koledzy: po spotkaniu kombatanci polscy udali się na wojenny cmentarz niemiecki, Niemcy złożyli kwiaty na grobach żołnierzy polskich poległych pod Monte Cassino.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Cmentarze pod Monte Cassino są oddzielne – z dość nieoczekiwanym wspólnym mianownikiem: na obu spoczywają Ślązacy. Dla nich bitwa była bratobójcza: udokumentowano wiele przypadków, gdy po dwóch stronach znaleźli się żołnierze z tej samej miejscowości. Bracia Alojzy i Stanisław Wijowie spod Wodzisławia odnaleźli się tam w mundurach dwóch walczących stron. Melchior Wańkowicz, który epicką bitwę ujął w literackiej formule wspomina Jana Gazura ze Śląska Cieszyńskiego – niemieckiego żołnierza pod ogniem karabinów przechodzącego na polską stronę. Gazur jeszcze w hitlerowskim mundurze chwycił za nosze, by nieść pomoc rannym Polakom. Przejście do alianckiej armii nie było sprawą prostą: żołnierz – jako dezerter – nie był w razie schwytania chroniony przez międzynarodowe konwencje i groziło mu natychmiastowe rozstrzelanie. Ślązacy podczas wstępowania do armii Andersa byli o tym informowani przy pomocy specjalnego druku; w razie potrzeby otrzymywali fałszywe nazwisko, czasem posługiwali się pseudonimami – także po to, by chronić pozostające pod okupacją niemiecką rodziny.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Górny Śląsk - Monte Cassino; wystawa w zabrzańskim Muzeum Miejskim" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/DlVtbZVNWX4?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Mimo iż przypadki dezercji Ślązaków z Wehrmachtu incydentalnie zdarzały się już we wrześniu 1939 roku czy podczas kampanii francuskiej 1940, zorganizowane formy przechodzenia żołnierzy na aliancką stronę rozpoczęły się na przełomie 1940 i 1941 roku w Afryce – z Afrika Korps. Historycy szacują, iż do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie trafiło łącznie niemal 90 tysięcy byłych żołnierzy Wehrmachtu (w tym także Pomorzan czy Wielkopolan), 40 tysięcy z nich pochodziło z Górnego Śląska. Na froncie wschodnim było inaczej: przypadków przechodzenia do przeciwnika odnotowano niewiele, bo Armia Czerwona nie miała zwyczaju długiego zastanawiania się nad losem takiej osoby. Jedynie trzy tysiące dezerterów i jeńców z Wehrmachtu skierowano do 3. Pomorskiej Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta. Ślązak w czasie II wojny światowej mógł znaleźć się praktycznie w każdym zakątku świata: wędrować z armią Andersa przez Palestynę, służyć pod Rommlem w okolicach El Alamein, prowadzić czołg Dywizji Pancernej Stanisława Maczka. Były i przypadki graniczące z absurdem – jak losy wcielonego do Wehrmachtu Aleksandra Bochonia z Rudy, który odmówił złożenia wojskowej przysięgi. Sąd polowy skazał go za to na karę śmierci, kiedy jednak okazało się, że Bochoń nigdy nie podpisał niemieckiej listy narodowościowej, karę złagodzono (!) do trzech lat więzienia. Później jednak wysłany został &#8211; znów jako niemiecki żołnierz &#8211; na front bałkański, gdzie niemal natychmiast ze swojej karnej kompanii zdezerterował do partyzanckiego oddziału. Walczył później w szeregach 5. Brygady Czarnogórskiej.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Jednoznacznego obrazu Ślązaka u Andersa czy Maczka wypracować nie można: byli tacy, którzy drogę od wrześniowej klęski aż po zdobycie Bolonii przeszli w polskim mundurze, byli tacy, którzy mundur niemiecki z przekonania porzucili. Bez wątpienia byli również tacy, którzy woleli służbę wojskową od pobytu w obozie jenieckim – choćby ze względu na dużo lepsze racje żywnościowe i ci, którzy postanowili zmienić stronę frontu na zwycięską. Tylko oni sami wiedzieli wszystko o swoich motywach, decyzjach i losach, choć niewielu z nich chciało o tych sprawach otwarcie i publicznie mówić. Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie pochodzący ze Śląska znacznie częściej niż ich koledzy z innych stron kraju deklarowali po wojnie chęć powrotu do Polski: wprost w kolejny huragan historii zwany stalinizmem. Dowódca dużej części z nich – generał Anders &#8211; już w 1946 roku został pozbawiony polskiego obywatelstwa, zaś służba na Zachodzie niekoniecznie musiała kojarzyć się władzom z czymś pozytywnym. W żołnierzach spod Monte Cassino widziano raczej dywersantów, niż bohaterów. Dziadka od Andersa nie postrzegano lepiej niż dziadka z Wehrmachtu, choć często była to jedna i ta sama osoba.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/slazacy-u-andersa/">Ślązacy u Andersa</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wojny husyckie</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/wojny-husyckie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 21:02:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1051</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Wojny husyckie Choć plaga wojen husyckich dotknęła Śląsk w pierwszej połowie XV wieku, pamiętano o nich bardzo długo. Nawet w [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/wojny-husyckie/">Wojny husyckie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Wojny husyckie</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Choć plaga wojen husyckich dotknęła Śląsk w pierwszej połowie XV wieku, pamiętano o nich bardzo długo. Nawet w drugiej połowie XX wieku niegrzeczne i nieposłuszne dziecko mogło zostać przez swoją babcie nazwane Husem. W swojej czeskiej ojczyźnie Jan Hus zapamiętany został jednak dobrze. Po pierwsze – miał swój wkład w kształtowanie tożsamości narodowej Czechów zagrożonej masowym napływem kolonistów niemieckich; niemało zrobił też dla skodyfikowania literackiego języka czeskiego. Po drugie &#8211; wielu zauważa szlachetny wymiar buntu Husa przeciwko etycznym wypaczeniom głównego nurtu chrześcijaństwa rzymskokatolickiego.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Zanim 6 lipca 1415 roku skazany za herezję Hus spłonął na stosie w Konstancji, sprzeciwiał się tym samym zjawiskom, co żyjący sto lat później Marcin Luter. Krytykował pełen zbytku styl życia wyższego duchowieństwa, piętnował handel odpustami czy relikwiami, dowodził prymatu Biblii nad władzą papieży. Wygłaszane w Pradze kazania, później zaś – działalność jako wędrownego kaznodziei, odbijały się szerokim echem. Pamiętać należy, iż działalność Husa przypadła na lata tak zwanej wielkiej schizmy zachodniej: kryzysu w Kościele, który przejawiał się równoległymi rządami wpierw dwóch, później trzech papieży. Swoistym dziejowym paradoksem jest fakt, iż sobór w Konstancji, który miał schizmę zakończyć, skazał na śmierć popularnego profesora z Pragi.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Rekonstrukcja walk z husytami pod murami Bytomia w 1430 roku" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/-Xva6IiuvUs?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Ostateczne uciszenie Jana Husa obarczone było (stosując dzisiejszą terminologię) licznymi błędami wizerunkowymi. Ofiarę zwabiono gwarantując jej bezpieczeństwo na soborze. Król Zygmunt Luksemburski wydał co prawda list żelazny, ale zaskoczonemu duchownemu w czasie aresztowania wytłumaczono, iż słowo dane heretykowi nie jest ważne. Czechów wzburzyło również demonstracyjne i okrutne zadanie śmierci ich rodakowi, przez wiele lat Hus był przecież szanowanym wykładowcą uniwersyteckim. Jeszcze cztery lata czeska społeczność tłumiła w sobie gniew, szalę goryczy przelała się jednak, gdy następcą czeskiego tronu (po śmierci Wacława IV w sierpniu 1419 roku) został znienawidzony Zygmunt Luksemburczyk. Czesi nie chcieli dopuścić do koronacji, drogę do Pragi monarsze torować musiały wojska niemieckie oraz węgierskie. Zwolennicy Husa jednak byli już dobrze zorganizowani: koronowanego już króla zaatakowali i tak zaczęła się wyniszczająca wojna.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Wodzem w walce z herezją został oczywiście Zygmunt Luksemburski, który – za sprawą bulli papieskiej nadającej konfliktowi status krucjaty – liczyć mógł na stały dopływ rycerstwa. Kolejne ataki przeprowadzono w latach 1420, 1421, 1422, 1427 i 1431, Czesi jednak zdołali się obronić. W 1429 roku autor bulli – papież Marcin V zwrócił się z żądaniem udziału w krucjacie także do Władysława Jagiełły (co odnotował Jan Długosz). Polski król zignorował jednak polecenie ewidentnie sprzeczne z jego interesami. Być może wiedział nawet o tajnym planie Luksemburczyka, który chciał doprowadzić do rozbioru Polski. Już dziewięć lat wcześniej czeską koroną kusili Jagiełłę husyci, ale im także odmówił. Już pod koniec lat dwudziestych XV wieku siły husyckie wzmocniły się na tyle, że mogły podjąć wyprawy przeciwko wojskom Zygmunta: na ziemiach niemieckich, słowackich oraz (latach 1424 – 1434) na Śląsku. Wyprawy na Śląsk w opracowaniach historycznych nazywa się czasem rajzami: miały bowiem charakter gwałtownych, szybkich rajdów i stanowiły metaforę stosowanej przez husytów taktyki wojennej.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Historycy wojskowości właśnie husytom przypisują pierwsze w dziejach wykorzystanie piechoty przede wszystkim jako siły posługującej się bronią palną. Nowością była także niezwykła mobilność ich oddziałów. Nader często artylerię (w postaci małych armat) montowano na zaprzężonych w konie wozach, co pozwalało na błyskawiczne przejście od obrony do ataku. Husyci wypracowali taktykę wozów taborowych (czeskia vozová hradba i niemiecki wagenburg) polegającą na formowaniu szyku z połączonych mocnymi łańcuchami wozów. Taki prowizoryczny szaniec mógł zostać wzmocniony wykopanymi naprędce okopami i stanowić bardzo skuteczną linię obrony. Gdy szeregi atakującego nieprzyjaciela wykrwawiły się, przechodzono do błyskawicznego ataku z wykorzystaniem broni palnej i artylerii. Taki sposób prowadzenia wojny został później z powodzeniem zastosowany w zupełnie innych epokach i odległych geograficznie miejscach. Stosując pewne uproszczenie stwierdzić można, iż duża część śląskiego chłopstwa (zwłaszcza we wschodniej części) sympatyzowała z husytami, śląscy książęta zaś – zdecydowanie popierali Zygmunta Luksemburczyka. Pierwszą z grup pociągał wspólny antagonizm wobec niemieckiego osadnictwa, drudzy – zobowiązani byli do utrzymywania się w głównym politycznym nurcie Zachodu.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Zjazd Rycerstwa Chrześcijańskiego w Górnośląskim Parku Etnograficznym" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/jt5CsqzYh0A?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Wyprawami na Śląsk dowodził husycki duchowny, człowiek który choć dowodził armią, sam chodził bez broni i – jak twierdził – nigdy osobiście nikogo nie zabił: Prokop Wielki. Jego wojska skoncentrowały się na zajmowaniu klasztorów oraz zdobywaniu siedzib posiadaczy ziemskich. W 1428 roku husyci wkroczyli do Gliwic, jednak walki nie były konieczne. Miasto otworzył dla nich przebywający tam właśnie książę Bolko V (nazwany później Husytą), na co dzień rezydujący w Głogówku. Książę (który z naukami Jana Husa zapoznał się podczas studiów w Pradze) nie tylko przyjął innowierstwo, ale wzmocnił także siły czeskie swoimi oddziałami. Niejako przy okazji sam nieźle zarobił przejmując majątki kościelne. Wojsko Bolka operowało później aż po Namysłów potęgując wojenne zamieszanie. Gliwice przechodziły z rąk do rąk, badacze dziejów do dziś nie ustalili precyzyjnego kalendarium wydarzeń, co nie zmienia faktu, iż miasto uchodziło wówczas za stolicę husytyzmu na Śląsku. Wiemy, że Gliwice w kwietniu 1431 roku zdobył Konrad VII Biały wykorzystując nieobecność husyckich dowódców, którzy udali się na rokowania do Krakowa. Zwycięzcy nie tylko zabili znaczną część mieszkańców miasta, ale zburzyli także gliwicki zamek. Dwa lata później do Gliwic znów wkroczyli husyci. Dla mieszkańców śląskich miasteczek i wsi (niezależnie od sympatii religijnych lub narodowościowych) ciągłe przemarsze wojsk, bitwy czy potyczki stanowiły źródło nieustających problemów; szczególnie gdy rozluźniająca się wśród oddziałów dyscyplina prowadziła do grabieży i napadów. Z tego właśnie powodu husyckie wojny zapamiętano jako dopust Boży. Okrucieństwo było udziałem obu stron. Świadectwa mówią o „napełnianiu studni heretykami” po wygranej wojsk krucjaty, zdarzało się, że husyci obcinali głowy duchownym przeciwnej strony. Wojna zahamowała rozwój gospodarczy, wyludniły się wsie, niepewnym jutra mieszkańcom Śląska długo przyszło czekać na powrót do normalności. Ożywienie w produkcji i handlu nastąpiło dopiero z nadejściem XVI wieku.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Husyci w końcu pokonali sami siebie. W bitwie pod Lipanami (na wschód od Pragi) w maju 1434 roku stanęły przeciwko sobie oddziały różnych stronnictw husyckich: w jednym prym wodzili taboryci, w drugim &#8211; utrakwiści. Starcie zakończyło się klęską taborytów, śmierć poniósł ich przywódca &#8211; Prokop Wielki. Zaraz potem utrakwiści podpisali porozumienie pokojowe z Zygmuntem Luksemburczykiem potwierdzone później na soborze w Bazylei. Kościół czeski otrzymał autonomię, Zygmunt – koronę czeską.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/wojny-husyckie/">Wojny husyckie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Styczeń 1945</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/styczen-1945/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 20:29:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=1021</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Styczeń 1945 na Górnym Śląsku Istotę roli Górnego Śląska w ostatnim roku II wojny światowej najlepiej ilustrują dwa dokumenty. 30 [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/styczen-1945/">Styczeń 1945</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Styczeń 1945 na Górnym Śląsku</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Istotę roli Górnego Śląska w ostatnim roku II wojny światowej najlepiej ilustrują dwa dokumenty. 30 stycznia 1945 na biurko Adolfa Hitlera trafił raport autorstwa ministra odpowiedzialnego za zbrojeniowe programy III Rzeszy &#8211; Alberta Speera. Speer nie owijał w bawełnę: &#8222;Z chwilą utraty Górnego Śląska niemiecki przemysł zbrojeniowy nie będzie w stanie zaspokoić nawet najbardziej niezbędnych potrzeb frontu w zakresie amunicji, broni i czołgów&#8221;. Dla hitlerowskiego ministra utrata regionu oznaczała koniec wojny, jego zdaniem &#8211; i to chciał zasugerować fuhrerowi &#8211; trzeba było natychmiast przerwać działania bojowe. Drugi dokument stworzono dzień później w gabinecie Józefa Stalina. Dyktator wydał rozkaz, by sporządzono ewidencję wszystkich instalacji przemysłowych Śląska. Później miano zadecydować o tym, co można wywieźć do Kraju Rad. Ważniejsze od tego, co mogli zabrać Rosjanie było to, co stracili Niemcy. Stracili ostatni ośrodek przemysłowy.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Być może punktem, w którym rozstrzygnęły się losy II wojny światowej były przedmieścia Stalingradu, może pola pod Kurskiem, a może plaże Normandii. Ostatnia odsłona militarnego dramatu stała się jednak udziałem Górnego Śląska, bo – jak słusznie zauważył Speer – później nie dało się już niczego zmienić. Od 1943 roku to Śląsk był jedynym industrialnym zapleczem Niemiec nie narażonym na ciągłe bombardowania. Sporadycznie zdarzały się tu alianckie naloty (najczęściej na instalacje paliwowe w dzisiejszych Czechowicach i Kędzierzynie), zbudowano wiele schronów, ale z punktu widzenia amerykańskich i brytyjskich lotników, ataki te nie miały większego sensu. Zagłębie Ruhry było znacznie bliżej, podczas nalotu na Gliwice czy Bytom używano tylko jednej czwartej ilości bomb, które mogły spaść na fabryki Westfalii. Rosjanie byli znacznie bliżej, ale oni nie dysponowali lotnictwem zdolnym do strategicznych nalotów.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Walki o Miechowice 1945: widowisko historyczne - historia Śląska" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/nxp0lGHJBgE?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Choć Śląsk przygotowywano do obrony już od pół roku stawiając zapory przeciwczołgowe i przygotowując punkty oporu, niewielu wierzyło w możliwość zatrzymania sowieckiej potęgi. Z militarnego punktu widzenia operację zajęcia Górnego Śląska przeprowadzono w sposób prosty i skuteczny: pozostawiając niemieckim oddziałom drogę wyjścia w kierunku południowym – na Ostrawę. Proste są także liczby: 12 stycznia siłami ponad dwóch milionów żołnierzy Armia Czerwona rozpoczęła gwałtowną ofensywę: po ponad trzech tygodniach linia frontu przebiegała już 500 kilometrów dalej. W rejonie Górnego Śląska Rosjanie dysponowali miażdżącą, dziesięciokrotną przewagą w ludziach oraz niesamowitym zagęszczeniem sprzętu: na kilometr frontu przypadało około stu wozów bojowych oraz 250 dział artyleryjskich. Ilu dokładnie było Niemców – trudno powiedzieć. Nie tylko dlatego, że 17. Armia Polowa gen. Friedricha Schultz&#8217;a wciąż uzupełniana była ściągniętymi naprędce jednostkami; oprócz Wehrmachtu i SS Śląska broniły również oddziały stworzonego pół roku wcześniej Volkssturmu. „Ludowy Szturm” składał się (jak zadeklarował Hitler) ze wszystkich obywateli niemieckich zdolnych do noszenia broni. Oznaczało to, że obronę terytorialną tworzono z nastolatków i starców wyposażonych często w egzotyczne norweskie karabiny. Górnośląski Volkssturm na bieżąco uzupełniano uchodźcami z zajętych już miast: policjantami, urzędnikami, nauczycielami. Walczyć miał każdy i każdy – z punktu widzenia Rosjan – był wrogiem. Dwa totalitaryzmy prowadziły ze sobą totalną wojnę, w której nie oglądano się na międzynarodowe konwencje, zaś propaganda obu stron a to straszyła zbrodniami przeciwnika, a to nakręcała spiralę zemsty.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Mural poświęcony ofiarom gwałtów wojennych - Radzionków" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/btOuuPH8cXs?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Bezpośrednio przed styczniową ofensywą do radzieckich żołnierzy zwrócił się z odezwą ulubiony pisarz Stalina &#8211; Ilja Grigorjewicz Erenburg: „Złamcie za pomocą gwałtu zarozumiałość rasową germańskich kobiet. Potraktujcie to jako należną wam zdobycz. Zabijajcie, dzielni czerwonoarmiści”. Zemstę na Niemcach zaplanowano i trzymano się jej z żelazną konsekwencją. Nagle i niespodziewanie ofiarami ataków już po ustaniu walk frontowych stali się na Śląsku liczni inwalidzi, którzy stracili zdrowie podczas pracy w kopalniach oraz hutach. Sowieci uważali ich bowiem za weteranów walk w Rosji, gdzie Niemcy bezlitośnie pacyfikowali całe miasta i wsie. Zgodnie z zapowiedzią Erenburga straszliwą cenę zapłaciły kobiety. Tam, gdzie dochodziło do walk, dramat gonił dramat. Na wieży w Rybniku rosyjscy snajperzy, by zapewnić sobie bezpieczeństwo wzięli cywilnych zakładników. Obsługa niemieckiego działa otworzyła ogień zabijając wszystkich. Co jakiś czas, często na zdobytych już przez Armię Czerwoną terenach odzywał się strzał oddany przez fanatycznego nastolatka z Hitlerjugend czy Volkssturmu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Niosący odwet sowieccy żołnierze przekroczyli właśnie ważną psychologiczną granicę: znaleźli się w Niemczech, na terenie wroga. O ile jednak proste mogą być zestawienia ilości czołgów i armat, o tyle przedwojenna polsko – niemiecka granica z pewnością prosta nie była. Dochodziło więc do absurdalnych paradoksów. Kiedy w Katowicach odbywał się plebiscyt 1921 roku aż 85% miejskiej części jednostki terytorialnej głosowała za przyłączeniem do Niemiec: po prostu mieszkali tam Niemcy. Później było powstanie, linię podziału trzeba było jakoś wytyczyć i miasto znalazło się w obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Armia Czerwona przedwojenna granicę potraktowała tutaj poważnie i uznała, że jest na terytorium Polski, Katowice ucierpiały więc w niewielkim stopniu mimo że niemieccy obrońcy prowadzili ostrzał i udało im się zniszczyć czołg. Miasto co prawda splądrowano (szczególnie sklepy delikatesowe), nie było jednak zorganizowanych aktów przemocy. Zupełnie odmienny los spotkał Miechowice – plebiscyt zakończył się tam zdecydowanym (ponad 60%) zwycięstwem opcji polskiej, ale miejscowość znalazła się po niemieckiej stronie granicy. W ciągu trzech dni (między 25 a 27 stycznia 1945 roku), gdy Miechowice przechodziły z rąk do rąk, doszło tam do masowych zbrodni wojennych objętych dziesięciolecia później śledztwem Instytutu Pamięci Narodowej.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Historycy ustalili, że ofiarą masakry nazwanej później tragedią miechowicką padło co najmniej 240 osób cywilnych. Chowających się w piwnicach ludzi żołnierze wywlekali i rozstrzeliwali, masowo gwałcono kobiety. Po okrutnych torturach zabito księdza Jana (Johannesa) Frenzla zdążającego do ciężko rannego z ostatnim namaszczeniem. Męczeństwo śląskich kapłanów to zresztą osobny rozdział tego dramatu. Pod Gliwicami zginął nie tylko ksiądz, ale i mieszkający na plebanii gość, polski duchowny, który ukrył się tam przed Niemcami zagrożony wywózką do obozu koncentracyjnego. Gdy w krapkowickiej parafii (położonej jeszcze dalej na zachód) sołdaci zażądali od księdza alkoholu, a on miał tylko wino, zastrzelili go, bo ich zdaniem powinien poczęstować ich spirytusem.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-03 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1833161776"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">W Miechowicach umierali nie tylko Niemcy i Ślązacy polskiej orientacji, ale i przymusowi robotnicy narodowości polskiej. Wspomniane śledztwo przyniosło plon w postaci zeznań z iście dantejską poświatą. Zdarzały się przypadki, że radziecki oficer uchronił przed zabiciem Niemkę. Jako przyczynę największego nasilenia egzekucji raport podaje fakt zastrzelenia przez nieznanego sprawcę sowieckiego majora. To wydarzenie przez całe dziesięciolecia komentowane było w Miechowicach na różne sposoby: ponoć zabójcą miał być kilkunastoletni hitlerowski fanatyk, ponoć major miał frontową żonę (Stalin pozwalał oficerom na posiadanie oficjalnych kochanek rekrutowanych z żołnierek), ponoć kobieta ta była w ciąży, ponoć sama rozstrzeliwała ofiary. Wiadomo jednak na pewno, że do niesienia trumny z sowieckim majorem i wykopania grobu zmuszono mieszkańców Miechowic, których później zabito strzałami w głowę. Jak na ironię główną ulicę Miechowic nazwano później imieniem Armii Czerwonej, dopiero w 1989 roku arteria otrzymała imię księdza Frenzla. Swoją ulicę pamiętającą zbrodnie 45 roku mają także Gliwice. Przy dzisiejszej Pszczyńskiej sowieccy żołnierze rozstrzelali wszystkich 25 mieszkańców kamienicy łącznie z trzyletnim dzieckiem oraz Francuzem – prawdopodobnie uciekinierem z niemieckiego obozu. Liczbę cywilnych gliwiczan, którzy zginęli w wyniku terroru stycznia i lutego 1945 roku szacuje się na 1000 – 1500 osób. I tu odnotowano przypadki, gdy rosyjscy żołnierze ratowali Niemców czy Polaków przed napaściami własnych kolegów. Pod Gliwicami, w Schönwaldzie (dziś Bojków będący dzielnicą miasta) zamordowano 120 osób, w Przyszowicach padło kilkadziesiąt kolejnych ofiar. Na zabrzańskim osiedlu Donnersmarcka zwanym Zandką również doszło do tragedii. Także i tu strzał fanatycznego hitlerowca dosięgnął sowieckiego oficera. W odwecie podpalono kościół oraz rozstrzelano dziesiątki mieszkańców.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Rekonstrukcja walk o Miechowice w 1945 roku" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/dB-cuj_t1CQ?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">O zniszczeniach materialnych decydował los. Racibórz (przed wojną po niemieckiej stronie) stracił 85% miejskiej zabudowy. Miasta po polskiej stronie dawnej granicy ucierpiały znacznie mniej, w niewielkim stopniu zniszczono zakłady przemysłowe. Gdy w lutym dramat dogorywał, komanda Stalina przystąpiły do obiecanej w rozkazie inwentaryzacji, później zaś do transportowania na teren Kraju Rad śląskich maszyn oraz surowców. Zdobyczą wojenną stali się także ludzie wywiezieni na wschód. Los niemieckiej części Śląska nie był jeszcze określony, nie wiedziano na przykład, czy Gliwice, Zabrze i Bytom nie znajdą się na terenie Niemiec. Sowieci wszak mieli przygotowanych własnych Niemców &#8211; komunistów skłonnych zarządzać niemieckimi terenami. Dramat tak zwanego wyzwolenia kończył się, by ustąpić miejsca zupełnie innemu dramatowi.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/styczen-1945/">Styczeń 1945</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prowokacja gliwicka</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/prowokacja-gliwicka/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 19:31:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=995</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Prowokacja gliwicka &#8211; 31 sierpnia 1939 Operacja była tak tajna, że nie przydzielono jej żadnego kryptonimu. Nie pozostał ani jeden [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/prowokacja-gliwicka/">Prowokacja gliwicka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Prowokacja gliwicka &#8211; 31 sierpnia 1939</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Operacja była tak tajna, że nie przydzielono jej żadnego kryptonimu. Nie pozostał ani jeden ślad w pedantycznej i z definicji przebogatej przecież niemieckiej dokumentacji. Jak było naprawdę świat dowiedział się dopiero 20 listopada 1946 roku, gdy przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze zeznania złożył były SS-sturmbannführer Alfred Naujocks. Wykonawca gliwickiej prowokacji potwierdzał je zresztą wiele razy: we wspomnieniach zatytułowanych „Człowiek, który rozpoczął wojnę” czy podczas wywiadu z dziennikarzem tygodnika „Der Spiegel” w 1963 roku. Pochodzący z Kilonii Naujocks (z przeszłością barowego zabijaki trenującego po amatorsku boks, weterana bójek z komunistami) już od połowy lat trzydziestych był człowiekiem Reinharda Heydricha – ówczesnego szefa hitlerowskiej Służby Bezpieczeństwa. Uważa się, że był specem szefa SD od brudnej roboty, ale to tylko część prawdy. Naujocks był od roboty najbrudniejszej.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Wśród brudnych zadań Alfreda Naujocksa wymienia się nieudaną próbę zabicia Otto Strassera, politycznego przeciwnika Hitlera, którego führer wyrzucił z NSDAP już w 1930 roku. Strasser wyemigrował z Niemiec, ale działalności politycznej nie zaprzestał: jego partia „Czarny Front” wciąż atakowała hitlerowskie władze. Atak na Strassera w 1934 roku nie udał się. Udany był za to zamach na głównego inżyniera radiowego „Frontu” &#8211; Karla Formisa (odpowiedzialnego za stację radiową atakującą Hitlera z terytorium Czechosłowacji), trzyosobowa grupa pod dowództwem Naujocksa zastrzeliła radiowca na początku 1935 roku. Naujocks uchodził także za specjalistę od fałszerstw: to on ponoć wymyślił akcję fałszowania brytyjskich banknotów pięćdziesięciofuntowych. Operacja – choć on sam nie brał w dalszych działaniach udziału (prowadzono ją w jednym z obozów koncentracyjnych) – stała się z czasem największym fałszerstwem pieniędzy w historii świata. Miał także uczestniczyć w preparowaniu fałszywych dowodów przeciwko dowódcom Armii Czerwonej (1937); obciążającą dokumentację Stalin wykorzystał podobno w krwawych czystkach. Na liście brudnych dokonań jest jeszcze porwanie dwóch brytyjskich agentów z holenderskiej miejscowości Venlo, gdzie funkcjonariusze MI6 chcieli skontaktować się z niemieckimi antyfaszystami. Jak stwierdzili później świadkowie, sturmbannführer zastrzelił wówczas oficera holenderskich służb specjalnych.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Gliwice - Radiostacja" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/LnokIQXm4_I?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Choć gliwicki napad najczęściej kojarzony jest z nazwiskiem Naujocksa, on sam był tylko wykonawcą. Plan osobiście opracował Reinhard Heydrich, także on – za pośrednictwem telefonu, zza swojego berlińskiego biurka – wydał rozkaz do wykonania tego planu. Sturmbannführer Naujocks dowiedział się o całej sprawie dopiero 10 sierpnia 1939 roku, pięć dni później meldował się już w gliwickim hotelu razem z towarzyszącą mu sześcio- lub siedmioosobową ekipą, której członków mógł sobie sam wybrać. Oczekiwanie z pewnością było nerwowe, zwłaszcza że hasło do ataku „Babka umarła” nadano z Berlina już 25 sierpnia. II wojna światowa miała się wszak rozpocząć dnia następnego – zatrzymało ją (na kilka dni) podpisanie wieczorem 25 sierpnia umowy o wzajemnej pomocy między Polską i Wielką Brytanią. O ile jednak grupie Naujocksa udało się odebrać sygnał odwołujący akcję, o tyle inny zespół (który miał napaść na stację kolejową w Mostach koło Jabłonkowa) już takiej informacji nie otrzymał. Strzelanina w Mostach przeszła do historii jako incydent jabłonkowski, zaś w ciągu następnych dni Niemcy tłumaczyli napaść „działaniami człowieka pozbawionego rozumu”. Drugą informację o zmarłej babce Naujocks odebrał w hotelu 31 sierpnia i natychmiast przystąpił do ataku na radiostację.<br>Hitlerowska władza doceniając znacznie radiowej propagandy przyglądała się stacji w Gleiwitz już od dawna.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Zlokalizowane na rubieży III Rzeszy regionalne radio (zaledwie 9 kilometrów od granicy) najpierw wydawało się hitlerowcom za mało agresywne i za bardzo kulturalne, później, gdy Polska uruchomiła pod Katowicami duży nadajnik, zgłaszali pretensje, iż radio Gliwice jest przez polską stronę zagłuszane. Obiekt, który zaatakowała grupa Naujocksa był i nowy, i nowoczesny – zbudowano go zaledwie cztery lata wcześniej zastępując wcześniejszą, dwumasztową instalację. Do dziś zrobiona z modrzewiowego surowca wieża radiowa jest najwyższą konstrukcją drewnianą kontynentu europejskiego – sięga 111 metrów nad poziom gruntu. I jak wtedy, mieści się przy ulicy Tarnogórskiej. Do budynku technicznego przy Tarnowitzer Landstraße atakujący dotarli tuż przed godziną 20.00. Bez problemu wdarli się do pomieszczenia, w którym sterroryzowali nieliczną obsługę techniczną – gliwickie radio retransmitowało wtedy jedynie program z Wrocławia. Po oddaniu strzałów w sufit zażądali mikrofonu burzowego, którego ponoć technik początkowo nie chciał wydać. Miejsce, w którym nastąpił napad nie było studiem i dysponowało tylko możliwością nadania komunikatu o nadchodzącej burzy. W technologicznych realiach pierwszej połowy XX wieku ogłoszenia takie nie były niczym dziwnym – gdy radiowy nadajnik zagrożony był wyładowaniami atmosferycznymi, po prostu wyłączano go. Aby słuchacze bezskutecznie nie szukali w swoich odbiornikach wyłączonej stacji – nadawano wcześniej odpowiedni komunikat.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Dostępne w przeróżnych opracowaniach relacje o przebiegu napaści są często ze sobą sprzeczne, nieścisłości znaleziono nawet w relacjach samego Naujocksa. Często pisze się o dramatycznym przebiegu akcji, o nadajniku, który nie miał pełnej mocy, o niemożności podłączenia mikrofonu. Ziarno prawdy dywagacje te zapewne zawierają: w eter na fali 1231 kHz poszło bowiem tylko dziewięć słów: „Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w rękach polskich”. Przygotowana wcześniej do wygłoszenia w języku polskim wersja była nieco dłuższa: nawiązywała do wypowiedzi polskich władz o nieuznawaniu pokoju za wszelką cenę, odwoływała się do honoru i groziła Niemcom. Ale niezależnie od wersji wydarzeń, z całą pewnością ten krótki komunikat był bardzo dobrze słyszalny w promieniu co najmniej 100 kilometrów. Wycofująca się grupa sturmbannführera zostawiła po sobie ślady kul na ścianach oraz makabrycznie spreparowane dowody: trupy rzekomych polskich napastników. Jeszcze w Berlinie, podczas narady, szef Gestapo Heinrich Müller zaproponował dostarczenie zwłok więźniów obozu w Dachau w takim właśnie celu. Wówczas mówiono o 13. trupach, pod gliwicką radiostacją podrzucono prawdopodobnie dwa.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-03 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1833161776"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Na miejscu zginął tylko jeden człowiek – 43-letni Franciszek Honiok. Honiok nigdy swoich propolskich sympatii nie ukrywał: najpierw wziął udział w trzecim powstaniu śląskim, później – na kilka lat wyemigrował do Polski. Kiedy jednak 30 sierpnia 1939 do drzwi jego domu w Hohenlieben (dzisiejsze Łubie opodal Pyskowic) zapukali gestapowcy, był obywatelem niemieckim. Honiokowi wstrzyknięto do organizmu narkotyk i oszołomionego byłego powstańca SS-man zastrzelił następnego dnia, tuż po napadzie, na terenie radiostacji. W kieszeni Honioka znajdowały się jego oryginalne dokumenty potwierdzające tożsamość. Jeszcze tego samego wieczora w świat poszła pierwsza informacja z niemieckiego radia: &#8222;Około godziny 20.00 radiostacja gliwicka została napadnięta przez oddział polskich powstańców i przejściowo zajęta. Polacy wtargnęli siłą do pomieszczenia nadawczego. Udało się przeczytać wezwanie po polsku i częściowo po niemiecku, potem ci, którzy wtargnęli już po kilku minutach zostali obezwładnieni przez policję&#8221;.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Następnego dnia machina propagandowa mogła zaatakować mocniej: gazety opublikowały zdjęcia zabitych „Polaków”, Hitler wygłosił historyczne przemówienie, przygotowano specjalną białą księgę dokumentującą nie tylko wydarzenia w Gleiwitz, ale i dziesiątki innych, również sprowokowanych incydentów. Księga mówiła o zastrzeleniu przez polskich żołnierzy celników pod Roehrsdorf i Pfalzdorf, napaściach Wojska Polskiego na placówki w Hohlinden czy Geyersdorfie. Akcja w Gliwicach była bowiem tylko częścią szeroko zaplanowanej kampanii pod kryptonimem „Tannenberg”. O Gliwicach prasa niemiecka pisała sporo. Zaznaczono, że po sygnałach zaniepokojonych mieszkańców, którzy słyszeli strzały, zareagowała policja. To policjanci mieli według gazetowej wersji otworzyć ogień do polskich napastników i to oni zabili między innymi Franciszka Honioka. Niewielu przywiązywało wagę do tych informacji, bo wczesnym rankiem Wechrmaht ruszył na Polskę i zaczęła się II wojna światowa. Niezależnie od wszystkiego, Hitler znalazł swoje bezpośrednie, choć niekoniecznie wiarygodne uzasadnienie do rozpętania piekła. Z punktu widzenia europejskiej dyplomacji prowokacja w Gliwicach nie dała nic. Francja i Wielka Brytania mimo wszystko wypowiedziały III Rzeszy wojnę nie reagując na pretekst, który podsuwała propaganda niemiecka.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Historia dopisała zakończenia po swojemu. Trzeba było kilkudziesięciu lat, by historycy odkryli tożsamość powstańca śląskiego zastrzelonego podczas prowokacyjnej akcji. Autor prowokacji &#8211; Reinhard Heydrich zginął w połowie 1942 roku po śmiałym rajdzie czeskich komandosów. Naujocks pożył znacznie dłużej, bo aż do roku 1966, najpierw popadł w niełaskę zwierzchników z powodu niesubordynacji i trafił na front wschodni, w 1944 roku sam oddał się w ręce Amerykanów, którzy nie dali się nabrać na jego dobrą wolę i potraktowali go jak wojennego przestępcę. Udało mu się uciec z aresztu i przez jakiś czas prowadzić życie biznesmena. Zaraz po wojnie z historycznej wieży w Gliwicach popłynął program Polskiego Radia, jednak po pięciu latach okazało się, że tamtejsza radiostacja w systemie radiofonicznym jest niepotrzebna. Przez kolejnych pięć lat nadajnik wykorzystano w nietypowy sposób: zagłuszając sygnał Radia Wolna Europa nadawany z niemieckiego Monachium. Dziś mieści się tam muzeum – muzeum prowokacji gliwickiej.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/prowokacja-gliwicka/">Prowokacja gliwicka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Powstania Śląskie</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/powstania-slaskie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 19:26:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia historyczne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=992</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Powstania śląskie 1919-1921 Pierwsza wojna światowa przyniosła Europie zmiany, po których nic już nie miało być takie, jak przedtem. Nie [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/powstania-slaskie/">Powstania Śląskie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Powstania śląskie 1919-1921</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Pierwsza wojna światowa przyniosła Europie zmiany, po których nic już nie miało być takie, jak przedtem. Nie tylko dlatego, że – za sprawą postępu technologicznego – konflikt zbrojny przestał być romantyczną przygodą, a stał się synonimem masowej śmierci: z siedemdziesięciu milionów żołnierzy tej wojny co siódmy zginął, co trzeci z pozostałych został ranny. Poważnych obrażeń doznały całe państwa – zniknęła monarchia austro – węgierska i zamieniona w Kraj Rad Rosja. Niemcy – po abdykacji Wilhelma II Hohenzollerna stały się wstrząsaną niepokojami republiką. Na mapę kontynentu wróciła za to Polska, zaś stabilny jeszcze dwadzieścia lat temu Śląsk stał się prawdziwą beczką prochu. Zgodnie z urzędowymi danymi pochodzącymi sprzed I wojny w regionie 60% obywateli posługiwało się językiem polskim, oznaczało to milion osób o potencjalnie polskiej świadomości narodowej. Mimo lat kulturkampfu kwitła polska prasa, polskie stowarzyszenia i twórczość – zwłaszcza ludowa – o niewątpliwie polskim charakterze.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Lont zaczął się tlić jeszcze pod koniec roku 1918 – w październiku szerokim echem odbiło się przemówienie, jakie w Parlamencie Cesarstwa Niemieckiego wygłosił wieloletni poseł, działacz polskiego ruchu narodowego – Wojciech Korfanty domagając się przyłączenia znacznej części Górnego Śląska do państwa polskiego. W niespełna dwa tygodnie później bunt proklamowali kilońscy marynarze, co dało początek niemieckiej rewolucji jeszcze bardziej destabilizującej i tak słabnące państwo. Pod koniec grudnia wybuchło powstanie w Wielkopolsce. Perspektywa rychłej utraty Śląska, na którym rosły w siłę polskie organizacje (a wielu za naturalne i oczywiste uznawało przyłączenie w skład państwa polskiego) przeraziła Niemców. Powstały paramilitarne, ochotnicze organizacje grupujące zwolnionych z frontu niemieckich żołnierzy: Grenzschutz Ost, Freikorps i Selbstschutz (na rzecz Polski działała Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska). Joseph Bitta – prezydent rejencji opolskiej pod koniec 1918 roku wydał zarządzenie ogłaszające każdą osobę dążącą do oderwania Górnego Śląska od Niemiec winną przestępstwa zdrady stanu. Zaraz potem (na mocy przepisów o stanie oblężenia) wprowadzono godzinę policyjną, rozpoczęły się aresztowania niewygodnych działaczy i prześladowania. Linie podziału rysowały się coraz wyraźniej – często również w śląskich rodzinach. Później było już tylko gorzej: w połowie 1919 roku traktat wersalski przyniósł dwie ważne informacje – o przeprowadzeniu plebiscytu co do przynależności państwowej Górnego Śląska oraz o nałożonych na Niemcy reparacjach wojennych w horrendalnej kwocie 132 miliardów marek w złocie (nota bene spłaconej ostatecznie dopiero w 2011 roku). Wielu Niemców uznało, że w obliczu tak wielkich zobowiązań tym bardziej nie stać ich na utratę bogatej prowincji, argumentem takim bardzo mocno szermowała zresztą berlińska dyplomacja. Ślązaków niepokoiło coś innego: tysiące byłych żołnierzy wysłanych właśnie do cywila, którzy zagrażali ich miejscom pracy w kopalniach, hutach i fabrykach.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Górny Śląsk - Rekonstrukcja ataku z pierwszego powstania śląskiego" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/6SLPAJHVg1I?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">Na efekty nie trzeba było długo czekać. W sierpniu 1919 roku – z powodu ogłoszenia masowych zwolnień w zakładach pracy – wybuchł potężny, obejmujący 140 tysięcy robotników strajk. Domagano się także podwyżki płac, zaprzestania terroru oraz zniesienia stanu oblężenia oznaczającego bezkarność bojówek. W ciągu kilku dni protest (po masakrze na dziedzińcu kopalni „Mysłowice”, gdzie zginęło 9 osób) przerodził się w pierwsze powstanie śląskie. Walki toczyły się w okolicach Mysłowic (tam powstańcy zestrzelili niemiecki samolot), Bytomia, Tarnowskich Gór, Katowic, Rybnika, Wodzisławia, Tychów i Pszczyny (tu powstanie się rozpoczęło). Siły polskie szacowano na trzykrotnie słabsze, spontanicznie wywołane powstanie skazane więc było na rychłą klęskę. Tym bardziej, że insurgenci walczyli nie tylko z formacjami Grenschutzu, ale i z regularną armią, która szybko zaczęła ściągać posiłki z głębi Niemiec. Już po tygodniu komendant Alfons Zgrzebniok &#8211; w obliczu braku amunicji &#8211; wydał rozkaz zaprzestania działań zbrojnych. W lutym 1920 roku sytuacja prawna Śląska zmieniła się: władzę przejęła aliancka Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa wsparta oddziałami rozjemczymi liczącymi około 20 tysięcy żołnierzy (francuskich, brytyjskich i włoskich). Jej celem było przeprowadzenie plebiscytu zapisanego w 88 artykule traktatu wersalskiego. Komisja wyraziła zgodę na działanie niemieckiej policji bezpieczeństwa – Sicherheitspolizei (zwanej „zicherką” &#8211; w śląskiej gwarze oznaczającą spinacz), która bardzo szybko stała się narzędziem wymierzonym w polski żywioł. Niezależnie od bardzo ostrej walki propagandowej prowadzonej przez obie strony (w kilkudziesięciu ukazujących się wówczas na Górnym Śląsku tytułach prasowych, ale i w niezliczonych wydawnictwach ulotnych, a nawet naklejkach rozprowadzanych gdzie się tylko dało) wciąż dochodziło do aktów przemocy.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Choć wrzenie powodowały już majowe ataki bojówek na polskie placówki plebiscytowe, dopiero zamieszki w Katowicach doprowadziły do wybuchu. 17 sierpnia – kierując się plotką o rzekomym zdobyciu przez bolszewicką armię Warszawy – niemiecka bojówka komunistyczna zaatakowała oddział Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej. Francuzi otworzyli ogień zabijając dziesięciu napastników, Niemcy zaś &#8211; w akcie zemsty – wdarli się do polskiej placówki plebiscytowej oraz zamordowali działacza Polskiej Organizacji Wojskowej, cieszącego się wielkim poważaniem doktora Andrzeja Mielęckiego. Dwa dni później inny autorytet opowiadający się po polskiej stronie – Wojciech Korfanty ogłosił powstanie oraz strajk generalny. Działania zbrojne toczyły się tym razem w powiecie pszczyńskim, katowickim, okolicach Piekar, Bytomia, Mikołowa, Siemianowic, dzisiejszej Rudy Śląskiej. Drugie powstanie zakończyło się sukcesem &#8211; już 24 sierpnia Komisja Rządząca i Plebiscytowa zarządziła rozwiązanie zicherki (taki był główny postulat powstańców). W miejsce zlikwidowanej, niemieckiej formacji wprowadzono mieszane jednostki polsko &#8211; niemieckie nazwane Abstimmungspolizei (Policja Plebiscytowa).</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Powstańcy śląscy (1919-1921) na fotografiach archiwalnych" width="1170" height="658" src="https://www.youtube.com/embed/E4P1ZlqTPJQ?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p class="wp-block-paragraph">W atmosferze walki propagandowej i ciągłych napaści (ofiary były zarówno po stronie polskiej, jak i niemieckiej) przygotowywano się do plebiscytu zarządzonego na 20 marca 1921 roku. Wynik głosowania był pomyślny dla Niemiec &#8211; 707 393 osób (czyli 59,4%) opowiedziało się za pozostaniem w granicach tego państwa, za Polską głos oddało 479 365 uprawnionych (40,3%). Ogłoszone w prasie dwie propozycje podziału spornego terenu (tak zwane linie Le Ronda i Percivala De Marinisa, z których powstała propozycja przekazania Niemcom trzech czwartych obszaru plebiscytowego) wywołały protesty, w tym &#8211; generalny strajk w zakładach przemysłowych. Trzecie powstanie śląskie wybuchło w nocy z 2 na 3 maja 1921 roku, jego dyktatorem został Wojciech Korfanty. Walki rozpoczęły się od wysadzenia mostów łączących Śląsk z Niemcami &#8211; uniemożliwiono w ten sposób sprowadzenie odsieczy. Znacznie lepiej przygotowana tym razem strona polska opanowała bardzo duży obszar (także na prawym brzegu Odry). Powstańcy zdobyli między innymi Bytom, Gliwice, Tarnowskie Góry, Rybnik, Królewską Hutę, powiaty: katowicki i raciborski. Po opanowaniu Koźla i wyjątkowo ciężkich bojach o Górę Świętej Anny ostateczną umowę rozejmową podpisano 25 czerwca. Niecałe cztery miesiące później ogłoszono nową, wymuszoną powstaniem decyzję podziału Śląska &#8211; Polsce przypadła co prawda jedynie jedna trzecia spornego obszaru, jednak ta właśnie część posiadała ogromny potencjał przemysłowy (trzy czwarte kopalń i połowę hut). To one w dużej mierze zadecydowały o gospodarce polskiej okresu międzywojennego.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/powstania-slaskie/">Powstania Śląskie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jan Macha  (1914-1942)</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/ksiadz-jan-macha/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 15:15:16 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=867</guid>

					<description><![CDATA[<p>Mateusz Kijas Ksiądz Jan Macha Mroczna, zimowa noc z 2 na 3 grudnia 1942 roku, ledwie kilka chwil wcześniej zegary katowickiego więzienia [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/ksiadz-jan-macha/">Jan Macha  (1914-1942)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Mateusz Kijas</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Ksiądz Jan Macha</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Mroczna, zimowa noc z 2 na 3 grudnia 1942 roku, ledwie kilka chwil wcześniej zegary katowickiego więzienia przy ulicy Mikołowskiej wybiły północ. Przez pusty budynek strażnicy prowadzą półnagiego, ubranego jedynie w papierową koszulę, młodego mężczyznę. Po kilku minutach marszu, oraz szybkiej, chłodnej więziennej procedurze w obcym języku, przekroczy on czarną kotarę, za którą kryła się osławiona gilotyna katowickiego więzienia, zwana Czerwoną Wdową. Po kilku chwilach w pomieszczeniu rozlega się huk opadającego ostrza. Tym mężczyzną, będącym jedną z 556 ofiar narzędzia zbrodni, był 28 letni ksiądz Jan Macha.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Ten młody kapłan, pochodzący z Chorzowa przyszedł na świat w równie niełatwych czasach, bowiem kilka miesięcy po jego narodzinach 18 stycznia 1914 roku wybuchła I wojna światowa, a pierwsze lata nauki młodego Hanika, jak nazywała go pieszczotliwie matka, przypadły na okres powstań śląskich. Mimo trudnych pierwszych lat życia był on młodym, aktywnym, pełnym życia młodzieńcem, mającym przed sobą wiele dróg życiowych. Jedną z nich mogło być aktorstwo, już w wieku szkolnym udzielał się on w kółkach literackich i historycznych oraz grał w amatorskich przedstawieniach teatralnych. Być może niektórzy z jego bliskich widzieli w nim przyszłą gwiazdę literacką, filmową lub teatralną. Nie była to jednak jedyna z opcji życiowych, bowiem Hanik zaangażował się również w działalność sportową, będąc wieloletnim graczem piłki ręcznej w klubie sportowym Azoty Chorzów. Jego przygoda szczypiornisty nie zakończyła się jednak jedynie na zwykłej grze w wolnych chwilach, bowiem razem ze swoją drużyną zdobył kilkukrotnie mistrzostwo śląska w piłce ręcznej, a w 1932 i 1933 roku nawet tytuł wicemistrzów Polski. Niemniej jednak powołaniem młodego Jana Machy okazało się kapłaństwo. Już od najmłodszych lat był on pobożną osobą, będącą członkiem między innymi Żywego Różańca, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży oraz chętnie inicjującą pogadanki religijne. Po roku spędzonym na Wydziale Prawa (nie został przyjęty do seminarium po maturze ze względu na limit miejsc) rozpoczął on naukę w Wyższym Śląskim Seminarium Duchowym w Krakowie.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Kilka lat później, w trakcie pisania pracy magisterskiej, nie zapomniał o rodzinnych stronach, wybierając na temat swojej pracy magisterskiej monografię Starego Chorzowa parafii św. Marii Magdaleny, po której obronie został on wyświęcony na kapłana 25 czerwca 1939 roku. Dwa dni później, w rodzinnej parafii św. Marii Magdaleny, odprawił on swoją Mszę Prymicyjną, ofiarując zebranym bliskim i wiernym pamiątkowe prymicyjne obrazki ze słowami św. Tomasza Apostoła: „Pan mój i Bóg mój”. Jednak zamiast myśleć przed tym radosnym wydarzeniem o wieloletniej służbie kapłańskiej, o pomysłach na pracę duszpasterską, świeżo wyświęcony ksiądz Macha rozmyślał o swojej śmierci. Do swoich najbliższych powiedział w zakrystii przed Mszą szokujące słowa: „Wiecie, co Wam powiem, że ja naturalną śmiercią nie umrę”.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Wybuch II wojny światowej zastał go w Rudzie Śląskiej, gdzie został mianowany wikarym parafii św. Józefa. Ks. Jan bardzo przeżył początek brutalnej niemieckiej okupacji, będąc świadkiem niszczenia kultury polskiej oraz prześladowanie byłych powstańców śląskich i ich rodzin. Już od początku okupacji przyłączył się do konspiracji, stając w pewnym momencie na czele Polskiej Organizacji Zbrojnej, zwanej również Konwalią. W ramach walki grupa wydawała biuletyn informacyjny &#8222;Świt&#8221;. Organizował również pomoc charytatywną dla rodzin uwięzionych oraz błogosławił małżeństwa w języku polskim, co było przez niemieckiego okupanta zakazane. Niestety: w organizacji znalazły się osoby współpracujące z Gestapo, donoszące o konspiracyjnej działalności księdza Machy. Już od początku 1941 roku był on śledzony i zastraszany, lecz mimo licznych ostrzeżeń młody kapłan nie przerywał swojej działalności. 5 listopada 1941 roku został aresztowany na dworcu w Katowicach, a następnie uwięziono go w Mysłowicach, razem ze znajomym klerykiem, Joachimem Gürtlerem. Ksiądz Macha był przetrzymywany w nieludzkich warunkach, leżąc dzień i noc na gołych deskach. Był również wielokrotnie torturowany w czasie przesłuchania, bito go wielokrotnie tak zwanym bykowcem, kopano, wyśmiewano jego wiarę w Boga itp. Mimo to ksiądz Jan nie dał się złamać. W trakcie przesłuchań nie wydał nikogo, a ponadto miał w sobie na tyle sił i wiary, by modlić się za swoich prześladowców. Gdy jeden z SS-manów dowiedział się, że ksiądz Jan prosi Boga o to, by mógł stanąć u bram nieba razem ze swoim prześladowcą, to powiedział o nim: „To jest święty albo idiota”. Po pewnym czasie władze więzienia pozwoliły mu na posiadanie w celi brewiarza. Hanik wykonał również dla siebie więzienny różaniec, który zrobił ze sznurka oraz kawałków drewna odłupanych z więziennego stołu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Na początku czerwca 1942 roku został przewieziony do więzienia w Katowicach. 17 lipca, w budynku sądu przy ul. Andrzeja w Katowicach rozpoczęła się kilkugodzinna rozprawa księdza Jana Machy, oraz kleryka Joachima Gürtlera. Hanik w trakcie rozprawy wykazał się ogromną odwagą broniąc się samemu. Kilka godzin później razem ze swoim kolegą usłyszeli wyrok: kara śmierci przez ścięcie. Mimo starań rodziny i władz kościelnych (Jego matka udała się nawet do Berlina, pragnąc prosić o łaskę dla syna samego Adolfa Hitlera) władze niemieckie podtrzymały wyrok.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">2 grudnia 1942 roku ksiądz Jan został poinformowany, że wyrok zostanie wykonany tej nocy. Wieczorem przyszedł do niego kapelan więzienny, ksiądz Joachim Besler, u którego się wyspowiadał oraz przekazał mu dyspozycję do jego rzeczy osobistych. Ksiądz Macha napisał również pożegnalny list do swojej rodziny. Pisał w nim m.in:</p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Żyłem krótko, lecz uważam, że cel swój osiągnąłem. Nie rozpaczajcie! Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie. Bez jednej jaskółki wiosna też zawita, a bez jednego człowieka świat się nie zawali.</p>
</blockquote>



<p class="wp-block-paragraph">Będąc świadomym, że najprawdopodobniej jego ciało nie zostanie wydane rodzinie, poprosił o zorganizowanie dla niego symbolicznego grobu, na którym umieściliby prośbę między innymi o odmówienie za jego duszę modlitwy Ojcze Nasz. Niedługo po północy, już w czwartek 3 grudnia 1942 roku, ksiądz Jan został wyprowadzony przez więzienny dziedziniec na śmierć. Według relacji kapelana więziennego ciała skazanych były wywożone do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie zostały spalone. Rodzina dowiedziała się o śmierci księdza Jana następnego dnia.</p>



<p class="wp-block-paragraph">W 2013 roku z inicjatywy arcybiskupa katowickiego, Wiktora Skworca, rozpoczął się proces beatyfikacyjny księdza Jana Machy; proces zakończył się 28 listopada 2019 roku, gdy Papież Franciszek podpisał dekret o męczeństwie Sługi Bożego ks. Jana Machy. Jego beatyfikacja początkowo miała odbyć się 17 października 2020 roku, jednak z uwagi na epidemię koronawirusa została ona przełożona. 15 czerwca 2021 roku ogłoszono, że beatyfikacja ks. Jana Machy odbędzie się 20 listopada 2021 r. w Archikatedrze Katowickiej.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/ksiadz-jan-macha/">Jan Macha  (1914-1942)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Emil Szramek (1887- 1942)</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/emil-szramek/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 15:12:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=864</guid>

					<description><![CDATA[<p>Mateusz Kijas Ksiądz Emil Szramek Na kartach historii Górnego Śląska zapisało się wielu wybitnych synów i córek tej ziemi, w tym osoby [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/emil-szramek/">Emil Szramek (1887- 1942)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Mateusz Kijas</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Ksiądz Emil Szramek</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Na kartach historii Górnego Śląska zapisało się wielu wybitnych synów i córek tej ziemi, w tym osoby duchowne, z których kilku zostało wyniesione na ołtarze. Jednym z nich jest błogosławiony ksiądz Emil Szramek. Ten przyszły kapłan i męczennik urodził się 29 września 1887 r. w Tworkowie, małej wsi pod Raciborzem. Po ukończeniu szkoły podstawowej w rodzinnej miejscowości i gimnazjum w Raciborzu przeniósł się do Wrocławia, gdzie rozpoczął studia Teologiczne. 22 czerwca 1911 r. przyjął z rąk kardynała Georga Koppa święcenia kapłańskie, po czym został wyznaczonym wikarym w Miechowicach. Po roku pracy duszpasterskiej został przeniesiony do Tych, w których proboszczem był ks. Jan Kapica, działacz społeczny i polityczny. To właśnie w Tychach ukończył swój doktorat dotyczący kolegiaty św. Krzyża w Opolu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">W późniejszych latach, w trakcie pracy duszpasterskiej w Zabrze Zaborzu i Mikołowie w okresie plebiscytów i powstań śląskich, umacniał on w miejscowej ludności ducha polskości. Jako naukowiec prowadził badania i publikował prace dotyczące Śląska, broniąc m.in. prawa Górnoślązaków do używania języka polskiego. Ponadto był on redaktorem kwartalnika społeczno – oświatowego &#8222;Głosy znad Odry&#8221;.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">W 1923 roku za sprawą ks. Augusta Hlonda został kanclerzem Administracji Apostolskiej dla Śląska Polskiego, następnie był członkiem składu Kapituły Katedralnej oraz zajmował się organizacją budowy katedry w Katowicach. W 1926 r. został proboszczem parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Katowicach (kościół mariacki).</p>



<p class="wp-block-paragraph">Był on inicjatorem budowy Biblioteki Śląskiej i autorem wielu publikacji. Ponadto przez lata swojej pracy duszpasterskiej był postrzegany jako jeden z pierwszych Ślązaków, który promował potrzebę większego otwarcia i współpracy między historykami polskimi i niemieckimi. Jego poglądy były dalekie od nacjonalizmu i szowinizmu. Przeczuwając zbliżający się wybuch II wojny światowej spisał testament, w którym rozdawał cały swój majątek. Po zajęciu przez hitlerowskie Niemcy Śląska zainteresowało się nim Gestapo, był on bowiem na liście proskrypcyjnej tzw. &#8222;wrogów Rzeszy&#8221;. W związku z tym spotkały go różne represje, w tym zakaz głoszenia kazań po polsku oraz odebrano mu obejmowane dotychczas funkcje.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Dnia 8 kwietnia 1940 roku został aresztowany, następnie przebywał w obozach koncentracyjnych (kolejno): Dachau, Mauthausen – Gusen, by ponownie wrócić do Dachau. W trakcie aresztowania nie porzucił swojej kapłańskiej posługi, potajemnie głosił kazania, pełnił posługę kapłańską, modląc się o odrodzenie wolnej Polski. Ze wspomnień więźniów rodzi się obraz Kapłana o niezłomnym charakterze i ogromnej sile ducha. Zachowało się 30 listów ks. Emila Szramka, które pisał do swoich bliskich. Pisał w nich m.in.: „Jestem w duszy spokojny. Jestem zakotwiczony w Bogu. Módlcie się dalej za mnie, tak jak ja się za was modlę. Mam nadzieję zobaczenia się z wami” / „W duszy mam eucharystyczne słońce i pociechę. Módlmy się w pierwszym rzędzie o Królestwo Boże, a wszystko inne będzie nam przydane”.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Na trzy dni przed swoją śmiercią tak pisał do ks. Wilhelma Pnioka, jego zastępcy w Kościele Mariackim: „Drogi Wilhelmie! Z rokiem 1942 wiążą się duże nadzieje. Jestem dzięki Bogu trochę zdrowy i potrzebuję waszych modlitw. Z głębokim podziękowaniem zwracam się do duchownych dobroczyńców i błogosławię ich. Proszę o dalsze modlitwy, bo dużo sprawia stała modlitwa sprawiedliwego. W głębi nadziei na radosne spotkanie pozostaje w Chrystusie, wasz Emil”.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Ksiądz Szramek został zamordowany 13 stycznia 1942 r. w izbie chorych przez pielęgniarza, który zaciągnął go do łaźni, gdzie polewał go strumieniami lodowatej wody. Tego samego dnia kapłan zmarł. W 1999 roku został beatyfikowany przez św. Jana Pawła II w gronie 108 Polskich Męczenników II Wojny Światowej. W kościele mariackim oraz Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach znajdują się tablice pamiątkowe ku jego pamięci. Patronuje on również Funduszowi Stypendialnemu Kurii Katowickiej, z którego przydzielane są pieniądze uczniom cechującym się wybitnymi wynikami w nauce, bądź pochodzącym z ubogich rodzin. We Wrocławiu patronuje on jednej z ulic Zacisza.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/emil-szramek/">Emil Szramek (1887- 1942)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Generał Józef Zając (1891 &#8211; 1963)</title>
		<link>https://www.antryj.pl/historia/general-jozef-zajac/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marc]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2022 13:36:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.antryj.pl/?p=814</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zbigniew Markowski Generał Józef Zając Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku Katowice tętniły życiem. Szybko wznoszono nowe kamienice, ulice zapełniały [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/general-jozef-zajac/">Generał Józef Zając (1891 &#8211; 1963)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph"></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p class="wp-block-paragraph">Zbigniew Markowski</p>
</blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Generał Józef Zając</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku Katowice tętniły życiem. Szybko wznoszono nowe kamienice, ulice zapełniały się samochodami, bo siła nabywcza mieszkańców była przeogromna. Samych banków pracowało tu ponad pół setki. Wytworne towarzystwo udawało się do restauracji „Atlantic” oraz do „Rialta” na seans filmowy. Znakiem firmowym Katowic były liczne winiarnie oraz obficie zaopatrzone w egzotyczny towar sklepy kolonialne. W samym środku tego zamieszania, na ulicy Wojewódzkiej wraz z rodziną mieszkał niezwykły człowiek. Od zapełniających ulice obywateli miasta różnił go fakt, iż nie ubierał się – jak wszyscy – w marynarkę, kapelusz lub cylinder, lecz nosił mundur z lampasami na spodniach. Józef Zając był bowiem dowódcą 23. Dywizji Piechoty.</p>



<p class="wp-block-paragraph">To całkowicie niezrozumiałe, iż osoba tak ściśle współpracująca z najwybitniejszymi jednostkami swoich czasów (Haller, Sikorski, Piłsudski, Anders), tak uzdolniona (doktoraty z filozofii i psychologii), tak starannie wykształcona (Uniwersytet Jagielloński, Wyższa Szkoła Wojenna i elitarna École Supérieure de Guerre we Francji), tak doceniona przez współczesnych (kawaler brytyjskiego Orderu Łaźni, Virtuti Militari oraz komandor Orderu Legii Honorowej) jest dziś postacią niemal całkowicie zapomnianą. Może po prostu miał pecha, a może to wina charakteru człowieka milkliwego, zamkniętego w sobie, dziwaka i – jak powiedział jego własny szwagier – obcesowego tam, gdzie było to najmniej potrzebne. Możliwe, że skonfliktowany z wieloma osobami i &#8211; jako dowódca Polskich Sił Powietrznych – kojarzony z wrześniową klęską, pomijany bywa we wspomnieniach z tamtych lat. A miejsce swoje Józef Zając mieć powinien nie tylko na kartach dziejów Polski, ale i w historii Górnego Śląska.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-01 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1623130986"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Na Górny Śląsk Zająca wysłał najprawdopodobniej sam Józef Piłsudski, być może pod wrażeniem meldunku, który przyszły generał złożył Naczelnikowi Państwa jeszcze w maju 1921 roku – raportu dotyczącego III powstania śląskiego. Tajna misja ówczesnego pułkownika Zająca na Śląsku trwała zaledwie kilka dni i do dziś owiana jest mgłą tajemnicy. Kiedy jednak pięć lat później trzeba było obsadzić stanowisko dowódcy 23. Dywizji Piechoty, nominację otrzymał właśnie Józef Zając. Dziesięć lat w Katowicach upłynęło nie tylko na generalskich zajęciach z żołnierzami czy rozlicznych obowiązkach towarzyskich, ale przede wszystkim na fortyfikowaniu Śląska. To pierwsza pamiątka, którą na śląskiej ziemi pozostawił generał. Schrony powstałe według jego planu, z jego inspiracji i pod jego kierunkiem oglądamy do dziś. Jedne wtopiły się w krajobraz i przygasły, inne – jak te w Dobieszowicach czy Chorzowie – zostały odrestaurowane i służą dziś jako niewielkie, choć ważne muzea. Linia broniąca Górnego Śląska zaprojektowana została zgodnie z koncepcją fortyfikacji rozproszonej, czyli opartej na wielu niewielkich umocnień osłaniających się nawzajem. Pierwsze wzniesiono schrony w Dąbrówce i Dobieszowicach, później prace przenosiły się na południe. Wpierw linia mierzyć miała tylko 40 kilometrów, z biegiem czasu wydłużono ją jednak o połowę. Specyficzną wizytówką umocnień nazwanych później Obszarem Warownym „Śląsk” jest Zalew Świerklaniecki, którego masy wody miały przegrodzić drogę agresorowi. Chociaż cała koncepcja nigdy nie została do końca zrealizowana, a w czasie wojny na niewiele się zdała (po hitlerowskim najeździe na Czechosłowację w 1938 roku sytuacja strategiczna uległa diametralnej zmianie), 180 militarnych budowli do dziś stanowi pierwszy nowoczesny przykład fortyfikacji organizowanych przez państwo polskie.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Drugiej pamiątki pozostawionej przez Józefa Zająca Górnemu Śląskowi gołym okiem nie widać. Zauważymy ją dopiero śledząc życiorysy Ślązaków, którzy z Wehrmachtu trafili do Polskiego wojska na zachodzie Europy. Jeszcze jako dowódca Wojska Polskiego na Środkowym Wschodzie, później Wojska Polskiego na Bliskim Wschodzie, generał Zając przewidział, iż potencjalnych dezerterów i jeńców śląskiego pochodzenia może być bardzo wielu. W gronie alianckich generałów prowadził więc akcję mającą na celu wykorzystanie Ślązaków porzucających niemiecki mundur. Udało się – „ewakuacja specjalna” ruszyła w 1943 roku, choć już wcześniej (1940, 1941) odnotowywano zorganizowane przejścia dezerterów z Africa Korps. Kiedy pierwszą grupę jeńców i dezerterów przewożono do Wielkiej Brytanii, generał Zając wypełniał już nowe zadania w Szkocji. To, co zapoczątkował przyniosło jednak imponujące efekty: historycy szacują, iż do Polskich Sił Zbrojnych trafiło niemal 90 tysięcy przedwojennych obywateli Polski wcielonych do Wehrmachtu, co stanowi prawie 24% ogólnej liczby służących w armii Hitlera. Kierowano ich głównie do 2. Korpusu, 1. Dywizji Pancernej oraz Brygady Spadochronowej generała Sosabowskiego.</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-02 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="7085488451"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">Na trzecią pamiątkę trzeba było czekać aż do 1957 roku i powstała ona właściwie przez przypadek. Chude powojenne lata emigracji w Wielkiej Brytanii Józef Zając wypełniał próbując handlować zgromadzonymi wcześniej dziełami sztuki. Ale – jak to czasem bywa – w miejsce planowanej sprzedaży pojawiły się zakupy. Były to jednak zakupy nie tylko przemyślane, ale i poparte potężną wiedzą z zakresu historii sztuki oraz malarstwa. Generał Zając miał zresztą to do siebie, że od wiedzy nie stronił. Gdy jeszcze przed wojną został Inspektorem Obrony Powietrznej Kraju i wielu zarzucało mu, iż nie zna się na samolotach, jako czterdziestopięcioletni weteran zdobył licencję pilota. Swój drugi doktorat uzyskał w wieku lat sześćdziesięciu. Gdy w sierpniu 1957 roku Irena Huml z Państwowego Instytutu Sztuki odwiedziła starego generała, stwierdziła iż jego wiedza na temat sztuk plastycznych jest na poziomie eksperckim. Zaproszenie Ireny Huml do Szkocji rozpoczęło proces przekazywania kolekcji generała Zająca, którą to procedurę w akcie darowizny opisano następująco:</p>



<p class="wp-block-paragraph">„Niżej podpisany generał dywizji dr Józef Zając, zamieszkały w Edinburghu, przy 29. Marchmond Road, w porozumieniu z żoną Janiną z Szymańskich, chcąc przyczynić się do powiększenia zbiorów muzealnych w Polsce, a specjalnie na terenie Górnego Śląska, gdzie przez dziesięć lat był dowódcą 23. śląskiej Dywizji Piechoty, darowuje Narodowi Polskiemu, w szczególności społeczeństwu śląskiemu szereg przedmiotów artystycznych. (…) Przedmioty te winny być pomieszczone w całości tymczasowo w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, z tym że z chwilą utworzenia samodzielnego muzeum lub oddziału jednego z muzeów w Katowicach przedmioty stanowiące obiekt darowizny winny być tam natychmiast przeniesione.”</p>



<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3146921178954069"
     crossorigin="anonymous"></script>
<!-- antryj-2022-03 -->
<ins class="adsbygoogle"
     style="display:block"
     data-ad-client="ca-pub-3146921178954069"
     data-ad-slot="1833161776"
     data-ad-format="auto"
     data-full-width-responsive="true"></ins>
<script>
     (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
</script>



<p class="wp-block-paragraph">W taki właśnie sposób cenna kolekcja 108 obrazów (mistrzów flamandzkich, holenderskich, włoskich, francuskich, angielskich i szkockich) oraz prawie dwóch tysięcy grafik (w tym autorstwa Albrechta Dürera) znalazła się w Bytomiu. W 1958 roku Muzeum Górnośląskie po raz pierwszy pokazało prace z kolekcji Zająca, choć – ze względu na postać sanacyjnego generała – placówka specjalnie się z tą ekspozycją nie afiszowała. Mimo, iż Muzeum Śląskie w Katowicach już działa, obrazy przekazane przez Józefa Zająca nadal znajdują się w Bytomiu. „Tymczasowość” ma więc swoją kolejną, dość eksperymentalną definicję. Sam Zając dalszych dziejów swoich zbiorów już nie poznał. Zmarł w 1963 roku i pochowano go na cmentarzu Notre Dâme w kanadyjskiej Ottawie.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Dlaczego człowiek urodzony w Rzeszowie, dojrzewający w Wadowicach i zdobywający pierwsze naukowe szlify w krakowskiej Alma Mater tak wyróżnił Górny Śląsk – nie wiadomo. Może polubił tę ziemię i ludzi tu mieszkających. Może docenił skomplikowaną sytuację historyczną Śląska. A może tych dziesięć lat spędzonych w Katowicach, w koszarach oraz na kwaterze przy ulicy Wojewódzkiej były najszczęśliwszym okresem jego życia? Tego chyba nie dowiemy się nigdy.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Literatura:<br>Majka J.: Generał Józef Zając: legionista, lotnik, naukowiec, , Wydawnictwo Libra PL, Rzeszów 2012.<br>Lewandowski J. F.: Przesyłka ze Szkocji. Generał Józef Zając i jego kolekcja, Muzeum Śląskie, Katowice 2008.</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.antryj.pl/historia/general-jozef-zajac/">Generał Józef Zając (1891 &#8211; 1963)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.antryj.pl">Antryj: przedsionek dla tych, którzy chcą poznać Górny Śląsk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
