Mateusz Zawada
Rajdy samochodowe to jeden z najbardziej niebezpiecznych i emocjonujących rajdów na świecie. Samochody zarzucające tyłem na zakrętach, widowiskowe skoki przez wzgórza i głośny ryk silników. Świat rajdowy dał takie legendy jak Ken Block, Colin McRae, Sebastien Löeb, czy Michele Mouton. Z naszego polskiego podwórka możemy mówić o Krzysztofie Hołowczycu, Michale Bublewiczu, czy Januszu Kuligu. Jednak przed tymi polskimi rajdowcami swoją sławą szczycił się jeden człowiek. Trzykrotny mistrz i wicemistrz Europy w rajdach, Sobiesław Zasada.
Sobiesław Zasada. Człowiek, który udowodnił że mimo wieku, w 2021 r. miał 91 lat, nadal można robić to co się kocha. W jego przypadku były to rajdy samochodowe, choć w swoim miał inne zainteresowania.
Urodzony w 1930 roku w Dąbrowie Górniczej Sobiesław Jan Zasada swoje pierwsze lata życia przeżywał w ukryciu kiedy w wieku zaledwie 9 lat musiał przerwać swoją trzyletnią naukę z powodu II Wojny Światowej i miał naukę w domu. Po wojnie wrócił do nauki i ukończył studia ekonomiczne w Akademii Handlowej w Krakowie, obecnie Akademia Ekonomiczna w Krakowie.
Jako nastolatek Zasada bardzo interesował się sportem i kiedy był harcerzem to grał w tenisa stołowego, uprawiał narciarstwo czy też później zajmował się lekkoatletyką, dokładniej rzutem oszczepem, gdzie ustanowił rekord 55,65 m w 1951 roku. Jako wieloboiście wróżono mu wielką karierę jednak ona została zakończona w 1952 roku kiedy Sobiesław złamał nogę w wypadku narciarskim. Złamanie to było tak poważne że groziła nawet amputacja, jednak po długiej rekonwalescencji Zasada doszedł do siebie i odpuścił lekkoatletykę by zająć się swoją inną pasją – rajdami samochodowymi.
Swój pierwszy rajd zaliczył w 1952 roku kiedy ojciec kupił mu samochód. Pomimo złamanej nogi udało mu się wygrać ten rajd. Z początku Sobiesław traktował rajdy głównie jako hobby jednak po czasie kiedy zdał sobie sprawę że przez nogę jego kariera lekkoatletyczna jest skończona, zaczął traktować rajdy bardzo poważnie. Do 1957 roku był już w czołówce polskich rajdów. W 1960 roku po raz pierwszy stanął na starcie Rajdu Monte Carlo, dojeżdżając jednak do mety na odległym miejscu. Kolejny występ w Rajdzie Monte Carlo zaliczył w 1963 roku, gdzie tym razem za kierownicą Fiata 600 D poszło mu lepiej i wygrał zawody w swojej kategorii. To wtedy też jego umiejętności zauważył Steyr Puch, który też startował w tym wyścigu i jako nagrodę za wygraną dostał możliwość startowania w wyścigach ich samochodem. Po kilku udanych wyścigach został ich kierowcą fabrycznym, co rozpoczęło erę największych sukcesów.
W 1966 roku Zasada został rajdowym mistrzem Europy co było dość ważnym tytułem, szczególnie dla krajów zachodnich, które były zaskoczone że człowiek z Polski zdobywa ten tytuł, jak i dla Polski i polonii, którzy szczycili się jego umiejętnościami i dopingowali go na każdych jego rajdach. Swój tytuł mistrza Europy zdobył drugi raz rok później w 1967 roku a w następnych dwóch latach zdobył dwa razy tytuł wicemistrza Europy. Oprócz Steyr Pucha, był także kierowcą fabrycznym dla Porsche, Mercedesa i BMW.
Dla Zasady najlepszym i najmilej wspominanym wyścigiem był ten w Argentynie, na Gran Premio Argentyny w 1968 roku co opisywał w swojej książce „Samochód, rajd, przygoda”:
„…Impreza-gigant, zgłoszono 438 samochodów, w tym około 150 wozów z kierowcami fabrycznymi. Fiat, Peugeot, Renault, BMW, Volvo, Mercedes, DKW, Lancia, Chevrolet, Ford, Torino i inne.”
„Wyścig podzielono na pięć etapów, każdy długości od 596-730 km. Po każdym etapie jeden dzień przerwy, czyli całość trwa 9 dni.”
„Mam numer startowy 405. Nie wszyscy zgłoszeni stanęli na starcie. Zrezygnowali również dwaj Argentyńczycy na porsche. Za trudna trasa. Ten samochód tego nie wytrzyma. Ja startuję na porsche.”
„Musimy sobie uzmysłowić, że pierwszy sport w Argentynie to automobilizm. Dopiero po nim idzie piłka nożna i… właściwie nic więcej. Jak rok długi co tydzień odbywają się zawody…”.
Zapytany w wywiadzie dla Czesława Czaplińskiego o to czy miał jakieś przykre doświadczenia w swojej karierze Sobiesław wspomniał o szefie mechaników Porsche podczas rajdu London-Sydney :
„Prowadziłem w rajdzie Londyn – Sydney u Porsche’a, przeciwko Mercedesowi, Peugeotowi, Austinowi i Toyocie, z dość dużą przewagą, było jasne, że muszę wygrać. Na rajd pojechałem samochodem fabrycznym, ale bez mechaników. Kiedy w Singapurze okazało się, że prowadzę, fabryka przysłała ekipę z tym człowiekiem, który robił serwis.”
„Jadę do Adelajdy, jest piaszczysta droga, raczej wąska, zrobiona pługiem, tak jak się robi w Argentynie, z bandami z piasku. Nagle przy szybkości 180 km/godz. kierownica kręci się w kółko. Puściłem kierownicę, samochód zaczął odbijać się od band, dzięki czemu wyhamował i w końcu stanął. Do końca tego odcinka było 30-40 km. Przyjechałem z 4-godzinnym opóźnieniem. Stała się rzecz, która nie zdarzyła się nigdy, odkąd fabryka istnieje — odkręciły się dwie potężne śruby, trzymające mechanizm przełożenia. To była ostatnia sprawa z takiej serii i powiedziałem do pana Porsche, że ten mechanik, nie może ze mną jeździć. Gdyby to była inna droga, tobym się zabił.”
Później wspomniał o incydencie z Mercedesem w rajdzie w Australii, która, co ciekawe, zaowocowała pracą u Mercedesa jako ich kierowca :
„W Australii miałem jeszcze inną nieprzyjemną sprawę z Mercedesem i mechanikami, którzy niby startowali w rajdzie. Wszyscy wiedzieli, że mieli pomagać Mercedesowi, który miał wygrać. Miałem dość dużą przewagę i jechałem wolno pierwszy do punktu kontroli czasu. Zapasowy Mercedes z mechanikami nagle wyprzedził mnie, ja się z nim nie ścigałem. Droga, po której jechaliśmy, była kamienista i kamienie, które poszły spod kół, rozbiły wszystkie moje światła. O godzinie piątej zapadła noc. W punkcie kontroli czasu zrobili mi światła, ale nie były tak dobre jak oryginalne.”
„Po wyścigu poszedłem do szefa Mercedesa i powiedziałem, że to, co oni zrobili, nie było fair, ale nie będę tego publicznie rozgłaszał i składał oficjalnych protestów. Niedługo później zaproponowali mi pracę u siebie, czułem, że moja postawa o tym zdecydowała.”
Swoją karierę zakończył w 1978 roku maratońskim rajdem Vuelta del America del Sur prowadzącym po trasie długości 30 tys. kilometrów wokół całego kontynentu. Jadąc Mercedesem, z pilotem Andrzejem Zembrzuskim, ukończył rywalizację na drugim miejscu. W swojej 30-letniej karierze Zasada został 11-krotnym mistrzem Polski i 3-krotnym mistrzem i wice mistrzem mistrzostw Europy, wygrał 148 rajdów samochodowych i zdobył 5 złotych medali za wybitne osiągnięcia sportowe. Po zakończeniu kariery zajął się biznesem i założył w Krakowie firmę polonijną „Alpha” zajmującą się początkowo tworzeniem zamków błyskawicznych, a z czasem przetwórstwem tworzyw sztucznych, ciśnieniowym odlewaniem metali nieżelaznych, odlewaniem odśrodkowym stopów cynku, produkcją form, laserową obróbką i numerycznym gięciem blach, galwanizacją oraz spawaniem metali. Oprócz tego był także konsultantem do spraw rozwoju w Porsche AG a w 1990 roku został generalnym przedstawicielem Porsche i Mercedes-Benz w Polsce.
Sobiesław Zasada jest także prezesem rady nadzorczej Grupy Zasada, jednej z większych grup kapitałowych w Polsce, która działa w branżach: motoryzacyjnej, deweloperskiej, produkcyjnej i lifestyle’owej.
Jednak stare nawyki nigdy nie umierają i w 1997 roku Sobiesław wystartował wraz ze swoją żoną, Ewą jako pilotem w rundzie samochodowych mistrzostw świata – Rajdzie Safari w Kenii. Jadąc samochodem Mitsubishi EVO para zajęła 12 miejsce w klasyfikacji generalnej i drugie w klasie N. to miał być już ostatni raz kiedy Zasada zasiadł za kierownicą jednak w listopadzie 2019 roku znowu zasiadł za kierownicą w podkrakowskim rajdzie Żubrów który wygrał. W 2021 roku wystartował w Rajdzie Safari w Kenii w wieku 91 lat co czyni go nie tylko najstarszym kierowcą ale również zawodnikiem w mistrzostwach świata. Niestety tego wyścigu nie ukończył ponieważ prowadzony przez niego Ford Puma Rally3 zepsuł się i nie dojechał przez to do mety.
Sobiesław Zasada to niewątpliwie jedna z legend polskiej motoryzacji. Człowiek, który pokazał światu że Polacy też umieją jeździć i pomimo swojego wieku nadal nie zwalnia tempa. Jedyne co już można powiedzieć to życzyć mu wszystkiego najlepszego na jego 95 urodziny i żeby żył nam jeszcze trochę dłużej.




